Rząd pozostawił strategiczny polski gazociąg pod zarządem Rosji

Rząd Zjednoczonej Prawicy mimo deklaracji walki o niezależność gazową nie wdrożył decyzji URE z 2015 r. o przejęciu kontroli przez Polskę nad strategicznym dla bezpieczeństwa energetycznego gazociągiem.

W 2015 r. Urząd Regulacji Energetyki (URE) wydało decyzję w oparciu o opinię Komisji Europejskiej (KE) i Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ) dotyczącą „certyfikacji niezależności w związku z pełnieniem funkcji operatora systemu przesyłowego na polskim odcinku gazociągu Jamał-Europa Zachodnia, który stanowi własność spółki EuroPol Gaz”. Jej wdrożenie de facto oznaczałoby przejęcie kontroli nad tą strategiczną z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego magistralą. Gaz-System uzyskałby np. klucze informatyczne od EuroPol Gazu i roztoczył nadzór nad pracownikami tej firmy.

Miałoby to wielkie znaczenie w kontekście polsko-rosyjskich relacji energetycznych. Europol Gaz jest bowiem spółką typu joint venture PGNiG i Gazpromu – oba koncerny mają po 48% udziałów we wspomnianym podmiocie (4% posiada także Gas-Trading). Taka struktura zapewnia duży wpływ Rosjan na infrastrukturę przesyłową na terenie Polski, co jest sprzeczne z prawodawstwem europejskim i stanowi niekorzystną dla władz w Warszawie zaszłość historyczną.

Równie istotna jest także inna kwestia. Struktura EuroPol Gaz powoduje, że zyski tranzytowe jakie czerpie nasz kraj z przesyłu rosyjskiego surowca wynoszą maksymalnie 21 mln zł (na Ukrainie są to ponad 2 mld dolarów). Nadwyżka trafia na specjalny fundusz, z którego nie można skorzystać bez zgody obu udziałowców – dziś znajdują się tam olbrzymie środki, które są w ostatnich latach przedmiotem kolejnych negocjacji gazowych.

Sama decyzja o nieprzedłużeniu kontraktu z Gazpromem, która musi zostać podjęta w 2019 r. (a weszłaby w życie w 2022 r.) nie rozwiąże problemu EuroPol Gazu. Tym bardziej dziwi więc stanowisko pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury krytycznej, Piotra Naimskiego, który ani razu nie odniósł się publicznie do kwestii wdrożenia decyzji URE z 2015 r. I to mimo, że jako polityk wielokrotnie zapowiadał wyrwanie Polski z wieloletnich zależności od Gazpromu.

Być może wynika to z obaw przed ostrą reakcją strony rosyjskiej, która w przypadku naruszenia status quo trwającego od 2010 r. zdecydowałaby się na batalię sądową? To zaostrzyłoby relacje dwustronne, a przecież mimo buńczucznych zapowiedzi polityków takich jak Naimski, nadal nie można wykluczyć wynegocjowania jakiejś formy kontynuacji współpracy z Gazpromem. Tym bardziej, że postępująca liberalizacja rynku gazowego w Polsce wkrótce doprowadzi do sytuacji, w której niezależne od państwa prywatne firmy będą mogły kupować surowiec od Rosjan i sprzedawać go nad Wisłą z pominięciem PGNiG.

Oczywiście nawet bez decyzji polskiego rządu sprawą może w końcu zająć się KE, która wiele razy stała już na straży polskich interesów gazowych (np. w 2010 r.). Jednak w przededniu zmian w instytucjach brukselskich związanych z cyklem wyborczym, jest to jednak mało prawdopodobne. Ponieważ sprawa jest delikatna Bruksela wolałaby aby Polska wzięła sprawy w swoje ręce.

Fot. Naimski.pl

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *