Jakie ceny energii w 2019 r.?

Perspektywa globalnego spowolnienia światowej gospodarki, problemów ekonomicznych Chin i ich wojny handlowej z USA, a także ryzyko twardego Brexitu dadzą polskiemu rządowi chwilę oddechu. Szybki wzrost cen energii wyhamuje.

Ceny energii będą kluczowe dla przyszłości polskiej energetyki. Ich wysoki poziom może zmusić rząd do modernizacji sektora, a niski do gry na czas i odkładania ważnych decyzji na kolejne lata. Z tego powodu warto dokonać krótkoterminowej prognozy wspomnianego zjawiska.

Kluczowe dla finalnego kosztu energii w Polsce w nadchodzącym roku są dwie kwestie: ceny uprawnień do emisji CO2 oraz węgla. Oba czynniki są mocno związane z węglowym charakterem polskiego miksu energetycznego, w którym na domiar złego dominują stare, 30-40 letnie bloki węglowe. Aby zatem odpowiedzieć na pytanie czy w bieżącym roku będzie miała miejsce presja cenowa na producentów energii, a w efekcie czy będą oni zmuszeni w jakiś sposób zrekompensować sobie większe koszty wytwarzania, trzeba przyjrzeć się bliżej wspomnianym kwestiom.

Ceny węgla w 2019 r.

Jeszcze na początku 2016 r. ceny węgla w kluczowych portach ARA stanowiących benchmark dla naszego regionu wynosiły około 45 $ za tonę. Jednak od dwóch lat ten surowiec znacznie zdrożał i jego koszt utrzymuje się na poziomie co najmniej 80 $ (często przebijając nawet 100 $). Głównym winowajcą są Chiny, które importowały w omawianym okresie gigantyczne ilości „czarnego złota” finansując w ten sposób swój wzrost gospodarczy. Państwo Środka generuje bardzo dużo energii z kopalin wbrew kreowaniu wizji głębokiej dekarbonizacji. W 2016 r. było to aż 945 GW.

W bieżącym roku sytuacja zaczyna się jednak nieco zmieniać. Znów głównym rozgrywającym na rynku węgla jest import chiński, który jednak zaczyna słabnąć. W czwartym kwartale 2018 r. władze w Pekinie ograniczyły zakupy węgla (o ponad 20 mln ton miesięcznie aż do lutego) spodziewając się istotnej korekty wzrostu gospodarczego. I rzeczywiście tak się stało. Z danych opublikowanych w styczniu br. wynika, że wzrost gospodarczy w Państwie Środka wyniósł w 2018 r. 6,6% PKB i był najsłabszy od 1990 r. Z czego to wynika?

Po pierwsze z amerykańskiej presji, którą część analityków zaczyna wprost nazywać wojną handlową. Po drugie z wyczerpywania się dotychczasowego chińskiego modelu gospodarczego – brakuje taniej siły roboczej, narastają problemy demograficzne i środowiskowe etc. Po trzecie według większości instytucji monitorujących kondycję światowej gospodarki nadchodzi spowolnienie. Wnioski?

Powyższe czynniki nie są jeszcze aż tak spektakularne by dokonać istotnej korekty importu węgla przez Chiny, niemniej w jakimś stopniu będzie ona miała miejsce. W efekcie wahania cen „czarnego złota” w 2019 r. powinny być dość podobne do tych, które obserwowaliśmy w 2018 r. A więc gdyby chodziło o sam koszt surowca do polskich elektrowni to nie mielibyśmy dużego problemu w nadchodzących miesiącach ze wzrostem kosztów energii.

Ceny uprawnień do emisji CO2 w 2019 r.

Przejdźmy zatem do drugiego, istotniejszego czynnika cenotwórczego na polskim rynku energii. 2018 r. to okres szybkiego drożenia uprawnień do emisji CO2 od 8,49 euro za tonę w styczniu do 25,79 euro za tonę w grudniu. Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że mechanizm polityki klimatycznej UE, a więc także jej trzonu jakim jest system handlu emisjami, ma na celu wzrost kosztów wytwarzania energii z węgla – jednak tempo tego zjawiska w ostatnich miesiącach wielu zaskoczyło. Z czego zatem wzięły się tak imponujące wzrosty?

Po pierwsze z wprowadzenia reformy systemu UE ETS w tym mechanizmu MSR. Docelowo mechanizm ten powinien wycofać z rynku około 1,6 mln pozwoleń, które trafią do specjalnie utworzonej rezerwy (12% z nadwyżki z 2017 r. oraz 12% w kolejnych latach jeśli nadwyżka wyniesie w danym roku ponad 833 mln jednostek EUA). Celem mechanizmu jest zwiększenie kosztu uprawnień do emisji CO2 i zmuszenie krajów członkowskich Unii Europejskiej do modernizacji energetyki w kierunku niskoemisyjnym. Polska i inne państwa mają obowiązek implementowania przepisów tej dyrektywy do swoich porządków prawnych do dnia 9 października 2019 roku. Stąd duża nerwowość na rynku uprawnień do emisji CO2. No właśnie, rynku…

Po drugie nowe przepisy wprowadzone 1 stycznia 2018 r. spowodowały, że uprawnienia stały się instrumentami finansowymi. Umożliwiło to firmom inwestycyjnym rozpoczęcie skupowania ich do swoich portfeli. Polski rząd nazwał to zjawisko skądinąd niesłusznie spekulacją, która zawyżyła ceny.

Po trzecie, prognozy astronomicznych cen jakie miały rzekomo osiągać w 2019 r. i 2020 r. uprawnienia także wpłynęły na rzeczywistość rynkową.

Jednak dziś sytuacja powoli się uspokaja i nawet bez interwencji polskiego rządu w Komisji Europejskiej wydaje się, że poziom 25-30 euro za tonę CO2 wydaje się realny w bieżącym a nawet przyszłym roku. Być może do tych prognoz, zbliżonych do prezentowanych np. przez brukselskie think-tanki jak Carbon Tracker, trzeba będzie uwzględnić także brexitową korektę. Twarde wyjście Wielkiej Brytanii z UE może zmniejszyć europejski wzrost gospodarczy i ceny uprawnień (zmniejszenie popytu).

Tekst ukazał się pierwotnie na REO – tam też znajdziecie Państwo jego pełną wersję.

Fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *