Home Archive by category Blog

Blog

Szczyt bliskowschodni w Warszawie organizowany wspólnie z Amerykanami miał pokazać, że Polska wraca do dyplomatycznej pierwszej ligi. A jaka jest rzeczywistość?

1) „Kraje arabskie zasiadają wspólnie do rozmów z Izraelem, żeby przybliżyć nasz wspólny interes, czyli wojnę z Iranem” – taką wypowiedź premiera Izraela Benjamina Netanjahu zamieszczono na jego oficjalnym koncie na Twitterze. Wpis szybko zniknął, ale pozostawił poważną rysę na polskich deklaracjach, że szczyt w Warszawie ma charakter pokojowy i nie jest wymierzony w Iran.

2) Izraelskie media (Jerusalem Post, Haarec) poinformowały, że premier Izraela Benjamin Netanjahu poinformował podczas szczytu w Warszawie o „polskiej współodpowiedzialności za Holocaust”. Ambasador Izraela w Polsce Anna Azari otrzymała oficjalną notę dyplomatyczną, w której Polska żąda sprostowania tych informacji. Na horyzoncie majaczy kolejny kryzys w relacjach polsko-izraelskich. Czy można było przewidzieć taki obrót spraw? Odpowiem lakonicznie – w Izraelu w najlepsze trwa kampania wyborcza.

3) Szef MSZ Jemenu, państwa które nie utrzymuje stosunków z Izraelem, skarży się że przez „błąd organizatorów” został posadzony podczas szczytu w Warszawie obok premiera Netanjahu. Z kolei amerykańska dyplomacja pokazała w mediach społecznościowych ich zdjęcie obok siebie jako sukces konferencji w Polsce i świadectwo poprawy relacji. Wygląda na to, że naszemu MSZ udało się dołożyć cegiełkę do kolejnego kryzysu międzynarodowego.

4) Sekretarz stanu USA bez pardonu wezwał Polskę podczas szczytu w Warszawie (sic!) do kwestii restytucji mienia ofiar Holocaustu. Mniejsza z tym, że kwestia ta została już uregulowana w ramach porozumień polsko-amerykańskich. Ważniejsze jest to jak obcesowo obszedł się z władzami w Warszawie jej kluczowy sojusznik.

Nie uwzględniłem w powyższym zestawieniu np. niefortunnej wypowiedzi jednej z kluczowych amerykańskich dziennikarek Andrea Mitchell, która stwierdziła, że podczas powstania w getcie Żydzi walczyli przeciw “polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. I bez tego widać, że wizerunkowo konferencja warszawska jest katastrofą.

Fot. Pixabay

W sobotę 02.02 na terenie Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku PR FMD Trójmiasto zorganizowało spotkanie z Piotrem Maciążkiem, autorem książki Stawka większa niż gaz, traktującej o polskiej energetyce.

W czasie spotkania ekspert opowiedział nam co zainspirowało go do napisania książki, przybliżył najciekawsze wątki z publikacji i opowiedział o aktualnych wydarzeniach z branży.

Kwestia nagrania Jarosława Kaczyńskiego, na którym toczy on debaty na temat przyszłości biurowców spółki Srebrna, ma z perspektywy politycznej kilka konsekwencji:

1) Wiemy, że prezes PiS miał w ubiegłym roku duże problemy ze zdrowiem, ale nic nie wskazuje na to, by sprawa była naprawdę poważna jak sugerowały plotki i niektóre media.

2) Kondycja psychiczna Kaczyńskiego jest dobra. Płynnie porusza się w skomplikowanej materii interesów spółki Srebrna, planuje rozmowy polityczne z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, orientuje się w sprawach afery reprywatyzacyjnej i Jana Śpiewaka. Także te kwestie odsuwają na dalszy plan dociekania na temat zaawansowanego wieku polityka, który powoduje, że traci on wpływ na partię.

3) Nagranie burzy mit poczciwego Kaczyńskiego bez konta, który uprawia politykę „nie dla pieniędzy”. Statystyczny Kowalski pierwszy raz będzie mógł na niego spojrzeć inaczej – jako sprawnego nadzorcę miliardowej inwestycji w centrum Warszawy.

4) Mimo, że kwestie spółki Srebrna to dla wielu „odgrzewany kotlet” to jednak po raz pierwszy ten temat może trafić pod strzechy.

5) Nagranie samo w sobie nie jest „game changerem”, ale wraz z innymi aferami (KNF i aniołków Glapińskiego, KGHM i siostrzeńca Lipińskiego, zatrzymania Bartłomieja M. oraz politycznego kontekstu zabójstwa Pawła Adamowicza) może wpłynąć na sondaże w późniejszym okresie dzięki efektowi kumulacji. Elektorat często potrzebuje kilku miesięcy by połączyć fakty. Przy czym kieruje się on przede wszystkim emocjami. Końcówki rządów AWS, SLD czy PO pokazują, że w ostatnich stu dniach przed wyborami może dojść do załamania sondaży.

Źródło wykresu: mBank.

6) Niewykluczone, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. Trudno wyobrazić sobie by ktoś chciał zadzierać z najpotężniejszą osobą w państwie z tylko jednym nagraniem. Przypuszczam, że materiału jest znacznie więcej.

Fot. Wikipedia

Jedna z najpopularniejszych instytucji finansowych w Polsce, mBank, opublikowała ciekawą prognozę na 2019 r. W wielu obszarach jest ona zbieżna z moimi przemyśleniami. We wspomnianym dokumencie na szczególną uwagę zasługują kwestie europejskie.

W Parlamencie Europejskim kończy się wieloletni konsensus i dominacja mainstreamowych ugrupowań. Rosną w siłę partie antysystemowe, antyeuropejskie. Jak twierdzą analitycy mBanku:

“W skrajnym scenariuszu – jeśli trendy z ostatnich miesięcy będą kontynuowane – zmieni się rządząca w Europarlamencie koalicja na uwzględniającą eurosceptyków. Zwłaszcza, jeśli dojdzie do połączenia eurosceptycznych grup. Dwie z trzech największych partii (włoska Liga i polski PiS) nie będą ani z chadecji, ani z socjaldemokracji.”

Jednak w moim przekonaniu nieudana wizyta Matteo Salviniego, lidera Ligi, wskazuje na zupełnie inny scenariusz. PiS dysponujący bardzo dużą ilością głosów spodziewa się, że będą one decydujące. W efekcie to EPP, największa, mainstreamowa, grupa w Parlamencie Europejskim, będzie zainteresowana włączeniem partii Jarosława Kaczyńskiego w swoje szeregi.

PiS spełniając życzenie brukselskich elit by wesprzeć je w walce z siłami eurosceptycznymi będzie mógł osiągnąć przynajmniej kilka korzyści:

Po pierwsze, pokaże, że słowa opozycji o “wyprowadzaniu Polski z UE” nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Po drugie, w zamian za dołączenie do EPP będzie oczekiwać ustępstw ze strony partnerów w Europie.

Niewykluczone, że takimi ustępstwami będzie przychylniejsze spojrzenie nowej Komisji Europejskiej na kwestię notyfikacji tzw. “ustawy prądowej” (będą z tym problemy ze względu na ograniczenie roli niezależnego regulatora przez nowe przepisy) czy też interwencja na rynku CO2. Obie kwestie załagodziłyby sytuację związaną z wzrostem cen energii.

Wariantem maksimum mogłaby być natomiast próba uzyskania przez Polskę komisarza odpowiedzialnego za newralgiczny obszar lub próba złagodzenia polityki klimatycznej (uzyskanie dłuższego okresu przejściowego dla węgla, dodatkowe derogacje). Ostatnia z wymienionych kwestii byłaby jednak trudna do uzyskania ponieważ dopiero byliśmy świadkami reformowania systemu handlu emisjami CO2.

Fot. Pixabay

Garść nagłówków medialnych, które aż proszą się o wspólne zestawienie i wyciągnięcie wniosków:

Cena węgla energetycznego przekroczyła 250 zł zł tonę. Ostatni raz paliwo dla elektrowni kosztowało tyle sześć lat temu – informuje Forsal.

16 milionów – tyle ton węgla dotarło do Polski do października 2018 roku. Oznacza to, że pobity został rekord z 2011 roku. Tak wynika z danych Eurostatu – informuje Parkiet.

Polskie kopalnie nie są w stanie pokryć zapotrzebowania, więc nawet kontrolowane przez państwo PGE i Tauron wykorzystują już wschodni surowiec – informuje Dziennik Gazeta Prawna.

Wnioski?

1) Mimo rekordowych cen węgla, a więc rekordowej opłacalności jego wydobycia, polskie spółki górnicze nie zaspokajają zapotrzebowania na ten surowiec. Restrukturyzacja sektora poniosła fiasko.
2) Warto podkreślić, że mówimy tu o najważniejszych klientach jakimi są spółki energetyczne i ciepłownicze. Chodzi więc o bezpieczeństwo energetyczne całego państwa, które jest zagrożone.
3) Równolegle do tego zjawiska rośnie import węgla, głównie z Rosji. Bije one wszelkie rekordy ponieważ dane Parkietu dotyczą okresu styczeń-październik 2018 r., a więc będzie to znacznie więcej niż 16 mln ton. Tym bardziej, że zgodnie z przepisami na czwarty kwartał roku przypadają największe skupy surowca przez elektrownie. W związku z tym niewykluczone, że import zbliży się do 18-20 mln ton.
4) Tymczasem w 2017 r. wydobycie krajowego węgla wyniosło 65,8 mln ton.
5) Wszystko wskazuje więc na to, że import węgla za zeszły rok wyniesie około 1/3 krajowego wydobycia.

Sytuacja jest zatrważająca.

Fot. me.gov.pl

Podczas aktualizacji swojej strategii państwowy KGHM poinformował, że połowę zapotrzebowania na energię elektryczną zamierza w niedalekiej przyszłości zaspokajać ze swoich, niewęglowych, źródeł energii. Tymczasem spółka jest jej kluczowym konsumentem w kraju.

1) To ciekawa informacja wpisująca się w trend autogeneracji, o którym już szerzej wielokrotnie pisałem. Energetyka jaką znamy właśnie się kończy. Klienci PGE, Tauronu, Enei i Energi przestaną kupować od nich prąd i wybudują sobie własne elektrownie. Dlaczego? Bo państwowi producenci energii są źle zarządzani, mają coraz gorszą sytuację finansową, przejadają środki na modernizację dotując z przyczyn politycznych górnictwo, mają wytwarzanie oparte o węgiel i przez to podatne na wzrosty cen emisji CO2 co obniża ich rentowność.

2) Polityka KGHM utwierdza mnie w przekonaniu, że państwowe kolosy energetyczne bez zasadniczych zmian nie mają przyszłości. Zmiany następują szybko a kryzys jaki ogarnął Polskę w związku z nagłą podwyżką cen prądu popycha kluczowych klientów energetyki do budowy własnych źródeł wytwarzania na własne potrzeby ulokowanych tuż przy miejscach gdzie odbywają się procesy produkcyjne.

Fot. Pixabay

Jedyną rolę jaką spełni polski samochód elektryczny to bycie solidnym paliwem w karierze politycznej Michała Kurtyki.

Wiceminister energii, Tadeusz Skobel, w odpowiedzi na poselską interpelację, poinformował co się dzieje z polskim samochodem elektrycznym.
 

Generalnie wypowiedź Skobla to klasyczna “mowa-trawa” mająca “udowodnić”, że w spółce ElectroMobility Poland w ogóle coś się dzieje. Tak więc, według polityka pracuje ona obecnie nad strategią i w ogóle wspiera rozwój krajowej elektromobilności.

To ciekawe ponieważ ElectroMobility Poland w ciągu swojej działalności przejadła już swój kapitał początkowy i została dokapitalizowana (a więc kolejne pieniądze szlag trafi). Realny “efekt” jej prac to wybór karoserii. Jej jakość pozostawię bez komentarza – daleko jej do produktów wielkich koncernów samochodowych.

Tymczasem przypomnę, że zgodnie z zapowiedziami rządu prototyp polskiego samochodu elektrycznego miał być opracowany w tym roku, a w 2021 r. rozpocząć się miała jego produkcja seryjna. Potem rzecz jasna Polacy wykupiliby milion takich samochodów wybierając krajową, nieznaną markę, kosztem produktów wiodących firm motoryzacyjnych czy kilkuletnich aut spalinowych.

Ojciec projektu polskiego samochodu elektrycznego, wiceminister Michał Kurtyka, spija dziś śmietankę po świeżo zakończonym COP. O dawnym projekcie już chyba nie myśli. Projekt spełnił swoją rolę i popchnął do przodu karierę robiącego świetne wrażenie młodego człowieka, który do polityki przyszedł z consultingu.

PS. Chociaż jednak nie. Przecież elektromobilność była kluczowym przekazem Michała Kurtyki na COP. Udowadniała, że Polska skutecznie walczy ze zmianami klimatu 😉

Fot. Pixabay

Dlaczego Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, kłamie mówiąc, że problem cen energii to wina zgody rządu PO na politykę klimatyczną:

1) Faktem jest, że rząd PiS popiera politykę klimatyczną. Dowodem na to jest:

a) parafowanie przez byłą już premier B. Szydło ustaleń szczytu klimatycznego w Paryżu. Zgodnie z tamtymi ustaleniami nie ma efektywnego narzędzia co do rozliczania państw z ograniczeń emisji, ale ograniczenia emisji co do zasady mają być wdrażane. Polityka klimatyczna UE jest konkretnym wdrażaniem ustaleń paryskich.

b) rząd PiS partycypuje obecnie w zaostrzaniu polityki klimatycznej – dając zgodę choćby na nowy cel OZE, co będzie wymagać ograniczania udziału węgla w gospodarce Polski.

2) Gdyby rząd PO zawetował projekt ówczesnej reformy systemu handlu emisjami UE (a więc serca polityki klimatycznej EU), Komisja i tak przedstawiłaby ten projekt, a PE i Rada by ją uchwaliły z powodu większości przewidzianej Traktatem Lizbońskim, który ratyfikował Lech Kaczyński. Różnica polegałaby na braku ładnych kilku miliardów euro na modernizację polskiej energetyki.

3) Obecna sytuacja na rynku CO2 jest skutkiem najnowszej reformy europejskiego systemu ETS, którą zajmował się Pan minister Szyszko (PiS). Negocjacje zakończyły się na początku ubiegłego roku.

Fot. Pixabay