Home Archive by category Slider główny

Slider główny

PROGNOZA: MOŻLIWY KONFLIKT O ROPĘ W EUROPIE WSCHODNIEJ

Zaostrza się sytuacja na rynkach naftowych w Europie Wschodniej. Rośnie presja na rynki: białoruski i ukraiński. Czy Polska otrzyma uderzenie rykoszetem?

Kwiecień br. obfituje w doniesienia medialne świadczące o nasilającym się konflikcie naftowym pomiędzy Rosją i Białorusią:

• Władze białoruskie poinformowały o tym, że kluczowy ropociąg tranzytowy „Przyjaźń” wymaga konserwacji. Zapowiadany remont miałby wiązać się z wyłączeniem infrastruktury przesyłowej z eksploatacji. Tymczasem jest to główne źródło dostaw ropy dla rafinerii w Płocku należącej do PKN Orlen. Co ciekawe zapowiedzi dotyczące konieczności konserwacji „Przyjaźni” zbiegły się w czasie z zapowiedziami zwiększenia dostaw saudyjskiej ropy przez terminal naftowy w Gdańsku i Ropociąg Pomorski do płockiego zakładu petrochemicznego. Niewykluczone, że PKN Orlen bierze na poważnie ryzyko utrudnień w dostawach ropy z terenu Białorusi.
• Zwiększenie ryzyka eskalacji pomiędzy Mińskiej i Moskwą może sugerować także zapowiedź podniesienia taryf na przesył rosyjskiej ropy przez infrastrukturę białoruską o 23%.

Motywacje Białorusi są uwarunkowaniem wprowadzeniem przez Rosję tzw. manewru podatkowego – zastąpiono cła eksportowe podatkiem od wydobycia. To bardzo mocno uderzyło w białoruski budżet centralny, w którym sektor naftowy jest odpowiedzialny za ponad 20% wpływów (chodzi o zyski z rafinerii w Nowopołocku i Mozyrzu). Są jednak i inne powody: napływ tanich paliw z Rosji na rynki, na których sprzedają swoje produkty zakłady petrochemiczne z Białorusi.

Napięcie w relacjach białorusko-rosyjskich będą eskalować w najbliższym czasie. Świadczy o tym przynajmniej kilka informacji:

• Ukraina zapowiedziała, że udostępni swoją infrastrukturę kolejową Białorusi. Władze w Kijowie są gotowe udzielić w ramach tej współpracy istotnego rabatu swoim partnerom z Mińska. Skąd miałby pochodzić surowiec? Najprawdopodobniej z Azerbejdżanu lub Kazachstanu. Jednak ze względu na charakter transakcji typu SWAP możliwe są najróżniejsze konstelacje w zakresie zorganizowania takich dostaw. Swego czasu pojawiały się informacje, według których Białoruś współdzieliła z polskim PKN Orlen tankowce dostarczające do Europy irańską ropę.
• Najwyraźniej perspektywa wdrożenia przez Białoruś działań dywersyfikujących import ropy jest brana w Rosji pod uwagę. Premier Dmitrij Miedwiediew poinformował, że jego kraj wprowadzi zakaz eksportu ropy i produktów naftowych na Ukrainę. Zasadnym w tym kontekście wydaje się pytanie czy Flota Czarnomorska nie będzie próbowała, podobnie jak miało to miejsce w Cieśninie Kerczeńskiej, zablokować ewentualne dostawy ropy do Odessy przeznaczone dla Białorusi.

Oczywiście kiedy konflikt rosyjsko-białoruski osiągnie swoje apogeum strony powinny osiągnąć jakiś konsensus. Tak bywało do tej pory przez całe lata gdy w branży naftowo-paliwowej Mińsk i Moskwa regularnie aranżowały spory uderzające w odbiorców ropy w Polsce i Niemczech. Jedno z takich napięć doprowadziło nawet do dostaw wenezuelskiej ropy na Białoruś przez Ukrainę. Jednak pomysł szybko zarzucono ze względu na jego nierentowność. Dziś z powodu zmian na światowych rynkach naftowych (dominacja odbiorców surowca, ekspansja dostawców saudyjskich w Europie Wschodniej) wdrożenie takich działań byłoby dużo tańsze, a nawet być może pod pewnymi warunkami rentowne.

Fot. Kremlin.ru

Rząd pozostawił strategiczny polski gazociąg pod zarządem Rosji

Rząd Zjednoczonej Prawicy mimo deklaracji walki o niezależność gazową nie wdrożył decyzji URE z 2015 r. o przejęciu kontroli przez Polskę nad strategicznym dla bezpieczeństwa energetycznego gazociągiem.

W 2015 r. Urząd Regulacji Energetyki (URE) wydało decyzję w oparciu o opinię Komisji Europejskiej (KE) i Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ) dotyczącą „certyfikacji niezależności w związku z pełnieniem funkcji operatora systemu przesyłowego na polskim odcinku gazociągu Jamał-Europa Zachodnia, który stanowi własność spółki EuroPol Gaz”. Jej wdrożenie de facto oznaczałoby przejęcie kontroli nad tą strategiczną z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego magistralą. Gaz-System uzyskałby np. klucze informatyczne od EuroPol Gazu i roztoczył nadzór nad pracownikami tej firmy.

Miałoby to wielkie znaczenie w kontekście polsko-rosyjskich relacji energetycznych. Europol Gaz jest bowiem spółką typu joint venture PGNiG i Gazpromu – oba koncerny mają po 48% udziałów we wspomnianym podmiocie (4% posiada także Gas-Trading). Taka struktura zapewnia duży wpływ Rosjan na infrastrukturę przesyłową na terenie Polski, co jest sprzeczne z prawodawstwem europejskim i stanowi niekorzystną dla władz w Warszawie zaszłość historyczną.

Równie istotna jest także inna kwestia. Struktura EuroPol Gaz powoduje, że zyski tranzytowe jakie czerpie nasz kraj z przesyłu rosyjskiego surowca wynoszą maksymalnie 21 mln zł (na Ukrainie są to ponad 2 mld dolarów). Nadwyżka trafia na specjalny fundusz, z którego nie można skorzystać bez zgody obu udziałowców – dziś znajdują się tam olbrzymie środki, które są w ostatnich latach przedmiotem kolejnych negocjacji gazowych.

Sama decyzja o nieprzedłużeniu kontraktu z Gazpromem, która musi zostać podjęta w 2019 r. (a weszłaby w życie w 2022 r.) nie rozwiąże problemu EuroPol Gazu. Tym bardziej dziwi więc stanowisko pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury krytycznej, Piotra Naimskiego, który ani razu nie odniósł się publicznie do kwestii wdrożenia decyzji URE z 2015 r. I to mimo, że jako polityk wielokrotnie zapowiadał wyrwanie Polski z wieloletnich zależności od Gazpromu.

Być może wynika to z obaw przed ostrą reakcją strony rosyjskiej, która w przypadku naruszenia status quo trwającego od 2010 r. zdecydowałaby się na batalię sądową? To zaostrzyłoby relacje dwustronne, a przecież mimo buńczucznych zapowiedzi polityków takich jak Naimski, nadal nie można wykluczyć wynegocjowania jakiejś formy kontynuacji współpracy z Gazpromem. Tym bardziej, że postępująca liberalizacja rynku gazowego w Polsce wkrótce doprowadzi do sytuacji, w której niezależne od państwa prywatne firmy będą mogły kupować surowiec od Rosjan i sprzedawać go nad Wisłą z pominięciem PGNiG.

Oczywiście nawet bez decyzji polskiego rządu sprawą może w końcu zająć się KE, która wiele razy stała już na straży polskich interesów gazowych (np. w 2010 r.). Jednak w przededniu zmian w instytucjach brukselskich związanych z cyklem wyborczym, jest to jednak mało prawdopodobne. Ponieważ sprawa jest delikatna Bruksela wolałaby aby Polska wzięła sprawy w swoje ręce.

Fot. Naimski.pl

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl

PGNiG: W tym roku decyzja o przyszłości kontraktu z Gazpromem

Jak poinformował podczas konferencji wynikowej PGNiG wiceprezes Maciej Woźniak: w tym roku zostanie ogłoszona decyzja ws. przyszłości kontraktu jamalskiego.

Kontrakt jamalski to największa umowa dotycząca importu gazu ziemnego jaką posiada w swoim portfelu PGNiG. Umowa przez lata umacniała monopol rosyjskiego Gazpromu na polskim rynku. Wielokrotnie krytykowano ją za niekorzystne dla Polski zapisy: począwszy od bardzo wysokiej ceny gazu po czas jej obowiązywania.

W 2019 r. Polska zgodnie z zapisami kontraktu jamalskiego musi podjąć decyzję odnośnie jego przyszłości mimo, że umowa PGNiG z Gazpromem wygasa w 2022 r. To trudne zadanie ze względu na odpowiednie zabezpieczenie przemysłowych odbiorców krajowych. Gra toczy się o ważny obszar polskiej gospodarki.

W momencie wstrzymania dostaw rosyjskiego gazu musi już funkcjonować gazociąg Baltic Pipe, a terminal LNG w Świnoujściu winien być rozbudowany. Kluczowe jest tu więc zgranie harmonogramów kluczowych inwestycji z decyzją dotyczącą przyszłości kontraktu jamalskiego. W tym kontekście decyzja PGNiG o kontynuacji bądź braku kontynuacji współpracy z Gazpromem może być ważnym papierkiem lakmusowym tego jak przebiega plan uniezależnienia Polski od rosyjskiego gazu.

W całej sprawie ważny jest także kontekst polityczny. Sprawa przyszłości kontraktu jamalskiego to klasyczny „gorący ziemniak”. Budzi ona olbrzymie emocje społeczne dlatego prawdopodobnie zostanie przesunięta na okres powyborczy. Osobiście nie zdziwiłbym się gdyby w przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy mimo dotychczasowych, buńczucznych zapowiedzi, zdecydowano się na przedłużenie współpracy z Gazpromem – tyle, że na lepszych warunkach. Gdyby wygrała jednak Koalicja Obywatelska to wykonując taki sam ruch będzie aktywnie krytykowana przez PiS i koalicjantów tej partii.

Póki co wiceprezes Maciej Woźniak twierdzi, że decyzja o przyszłości kontraktu jamalskiego zostanie podjęta ze wskazaniem na jego nieprzedłużenie. Menadżer coraz częściej komunikuje także możliwość szybkiego kupna pływającego terminala LNG (jednostki typu FSRU), który stacjonowałby w Zatoce Gdańskiej. Być może jest to klucz do zrozumienia tego co wydarzy się na krajowym rynku gazu w najbliższej przyszłości.

Fot. Pixabay