Home Archive by category Slider boczny

Slider boczny

Amerykanie naciskają na drugi gazoport w Polsce

Pierwszy kwartał 2019 r. to okres wyraźnej aktywizacji traktowanego dotąd po macoszemu projektu budowy drugiego terminalu LNG w Polsce. Są trzy główne powody tłumaczące „nowe życie” tej inwestycji.

Podczas senackiej debaty towarzyszącej rozpatrzeniu ustawy o ratyfikacji umowy między Polską a Danią ws. projektu Baltic Pipe padły bardzo ciekawe słowa:

“Ponieważ budujemy interkonektory z sąsiadami (…) by umożliwić naszym sąsiadom ewentualnie dostęp do gazu poprzez polską sieć przesyłową, no to w zasadzie prowadzi nas to do decyzji, która już jest podjęta, że w dalszej perspektywie będziemy budowali pływający terminal do odbioru skroplonego gazu w Gdańsku” – powiedział pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski.

To interesująca wypowiedź ponieważ ws. projektu budowy drugiego „gazoportu” w Polsce nie prowadzono od kilku lat w zasadzie żadnych działań komunikacyjnych. Jedyny przekaz, który pojawiał się na branżowych konferencjach, dotyczył tego, że pływający terminal LNG w Zatoce Gdańskiej to „plan B” na wypadek gdyby pojawiły się problemy z budową gazociągu Baltic Pipe. Ta rura ma pomóc uniezależnić Polskę od rosyjskiego gazu łącząc nasz kraj ze złożami norweskimi. Razem z rozbudowanym „gazoportem” w Świnoujściu, Baltic Pipe miałby umożliwić wypowiedzenie kontraktu jamalskiego z Gazpromem, który zaspokaja większość naszego zapotrzebowania krajowego na gaz ziemny.

Wypowiedź Naimskiego na temat budowy pływającego terminalu LNG w Gdańsku jest nieprzypadkowa. Pod koniec lutego wiceprezes ds. handlowych PGNiG Maciej Woźniak powiedział, że decyzja o realizacji drugiego „gazoportu” może być podjęta jeszcze w tym roku. Widać więc w przypadku tej inwestycji wyraźne wzmożenie informacyjne. Z czego ono może wynikać?

Jedną z możliwości mogą być problemy z dotrzymaniem harmonogramu Baltic Pipe. Pływający terminal LNG miał być w końcu „planem B” na wypadek opóźnienia gazociągu. Co prawda w tym kontekście mowa o budowie i zakupie własnej jednostki, ale nie wykluczałbym pod presją czasu także działań prowizorycznych np. jej wynajęcia np. od firmy Hoegh LNG. Terminy są tu zresztą bardzo ważne bo jeśli w tym roku Polska zdecyduje o zakończeniu współpracy z rosyjskim Gazpromem to w styczniu 2023 r. przestanie on wysyłać do naszego kraju gaz. Jeśli nie uzupełnimy go wolumenami z Norwegii „na stole” pozostaną jedynie połączenia transgraniczne. Ze względu na ich niewielką ilość i niską przepustowość w zasadzie tylko z Niemiec będzie można w takim scenariuszu zakupić odpowiednią ilość surowca na potrzeby polskiego przemysłu. Tyle tylko, że Baltic Pipe jest budowany z powodu braku zaufania do dostaw świadczonych przez system naszego zachodniego sąsiada, który posiada przecież połączenie infrastrukturalne ze złożami norweskimi, po które chce sięgnąć Polska…

Druga możliwość nagłego przyśpieszenia projektu budowy drugiego terminala LNG to gwałtowny wzrost konsumpcji gazu ziemnego w Polsce, który przewidywałem w licznych tekstach w ostatnich latach. Zespół Piotra Naimskiego jest jednak wyraźnie zaskoczony skalą tego zjawiska. Tylko w 2018 r. w stosunku do 2017 r. nasz kraj zużył o około 1 mld m3 „błękitnego paliwa” więcej. To bardzo dużo. W wystąpieniu senackim pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej skorygował już zdezaktualizowane prognozy operatora sieci, spółki Gaz System, i poinformował, że w latach 20. Polska będzie zużywała grubo powyżej 20 mld m3 surowca (w 2017 r. było to nieco ponad 16 mld m3)!

Trzecia możliwość dość nagłej zapowiedzi budowy drugiego „gazoportu” może dotyczyć coraz ściślejszych związków gospodarczych naszego kraju ze Stanami Zjednoczonymi. W ubiegłym roku zawarto z Amerykanami gigantyczne umowy na odbiór LNG z powstających w USA terminali. Niewykluczone, że PGNiG będzie zawierać kolejne, a by je odebrać potrzebna jest nowa infrastruktura. W takich działaniach nie chodzi jedynie o zapewnienie Polsce bezpieczeństwa energetycznego, ale być może jest to po prostu tzw. transakcja wiązana. Władze w Warszawie walczą o zwiększenie obecności amerykańskiej armii nad Wisłą, pozyskanie nowoczesnego uzbrojenia z USA etc. Jednym z warunków Waszyngtonu na takie ruchy może być maksymalizacja korzyści gospodarczych. Stany Zjednoczone powoli urastają w ostatnich latach do roli kluczowego eksportera węglowodorów. Prezydent Donald Trump wielokrotnie zapowiadał, że uzyskanie rynków zbytu dla gazu i ropy, które są pozyskiwane dzięki rewolucji łupkowej w USA, jest dla niego priorytetem. Uważnym obserwatorom znana jest również jego żyłka biznesowa. Tymczasem zacofane dotąd infrastrukturalnie obszary Europy Środkowej, zdominowanej przez rosyjski Gazprom, nadają się idealnie do jego wizji polityki zagranicznej łącząc duży zysk z hasłem „Make America Great Again.

Fot. Hoegh LNG

Maciążek w RDC: Plan Schetyny ws. węgla realny

Gościem audycji “Polityka w południe” prowadzonej przez redaktora Michała Kolankę był Piotr Maciążek – ekspert ds bezpieczeństwa energetycznego.

Rozmowa dotyczyła m.in. kwestii cen energii, “ustawy prądowej”, relacji ministrów Krzysztofa Tchórzewskiego i Jadwigi Emilewicz czy antywęglowych deklaracji Koalicji Obywatelskiej i Wiosny.

Fot. RDC

Rząd pozostawił strategiczny polski gazociąg pod zarządem Rosji

Rząd Zjednoczonej Prawicy mimo deklaracji walki o niezależność gazową nie wdrożył decyzji URE z 2015 r. o przejęciu kontroli przez Polskę nad strategicznym dla bezpieczeństwa energetycznego gazociągiem.

W 2015 r. Urząd Regulacji Energetyki (URE) wydało decyzję w oparciu o opinię Komisji Europejskiej (KE) i Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ) dotyczącą „certyfikacji niezależności w związku z pełnieniem funkcji operatora systemu przesyłowego na polskim odcinku gazociągu Jamał-Europa Zachodnia, który stanowi własność spółki EuroPol Gaz”. Jej wdrożenie de facto oznaczałoby przejęcie kontroli nad tą strategiczną z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego magistralą. Gaz-System uzyskałby np. klucze informatyczne od EuroPol Gazu i roztoczył nadzór nad pracownikami tej firmy.

Miałoby to wielkie znaczenie w kontekście polsko-rosyjskich relacji energetycznych. Europol Gaz jest bowiem spółką typu joint venture PGNiG i Gazpromu – oba koncerny mają po 48% udziałów we wspomnianym podmiocie (4% posiada także Gas-Trading). Taka struktura zapewnia duży wpływ Rosjan na infrastrukturę przesyłową na terenie Polski, co jest sprzeczne z prawodawstwem europejskim i stanowi niekorzystną dla władz w Warszawie zaszłość historyczną.

Równie istotna jest także inna kwestia. Struktura EuroPol Gaz powoduje, że zyski tranzytowe jakie czerpie nasz kraj z przesyłu rosyjskiego surowca wynoszą maksymalnie 21 mln zł (na Ukrainie są to ponad 2 mld dolarów). Nadwyżka trafia na specjalny fundusz, z którego nie można skorzystać bez zgody obu udziałowców – dziś znajdują się tam olbrzymie środki, które są w ostatnich latach przedmiotem kolejnych negocjacji gazowych.

Sama decyzja o nieprzedłużeniu kontraktu z Gazpromem, która musi zostać podjęta w 2019 r. (a weszłaby w życie w 2022 r.) nie rozwiąże problemu EuroPol Gazu. Tym bardziej dziwi więc stanowisko pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury krytycznej, Piotra Naimskiego, który ani razu nie odniósł się publicznie do kwestii wdrożenia decyzji URE z 2015 r. I to mimo, że jako polityk wielokrotnie zapowiadał wyrwanie Polski z wieloletnich zależności od Gazpromu.

Być może wynika to z obaw przed ostrą reakcją strony rosyjskiej, która w przypadku naruszenia status quo trwającego od 2010 r. zdecydowałaby się na batalię sądową? To zaostrzyłoby relacje dwustronne, a przecież mimo buńczucznych zapowiedzi polityków takich jak Naimski, nadal nie można wykluczyć wynegocjowania jakiejś formy kontynuacji współpracy z Gazpromem. Tym bardziej, że postępująca liberalizacja rynku gazowego w Polsce wkrótce doprowadzi do sytuacji, w której niezależne od państwa prywatne firmy będą mogły kupować surowiec od Rosjan i sprzedawać go nad Wisłą z pominięciem PGNiG.

Oczywiście nawet bez decyzji polskiego rządu sprawą może w końcu zająć się KE, która wiele razy stała już na straży polskich interesów gazowych (np. w 2010 r.). Jednak w przededniu zmian w instytucjach brukselskich związanych z cyklem wyborczym, jest to jednak mało prawdopodobne. Ponieważ sprawa jest delikatna Bruksela wolałaby aby Polska wzięła sprawy w swoje ręce.

Fot. Naimski.pl

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl

Rosjanie zhakowali think-tanki działające w Polsce

Hakerzy powiązani z rosyjskim wywiadem wojskowym dokonali skutecznych ataków na 104 konta pracowników kluczowych europejskich think-tanków zajmujących się polityką zagraniczną i bezpieczeństwem. Na liście znajdują się także podmioty działające w Polsce.

Informacje Microsoft na temat zdarzenia

Firma Microsoft poinformowała w specjalnym komunikacie, że w ramach współpracy z Threat Intelligence Center (MSTIC) i Digital Crimes Unit (DCU) prowadzi codzienne działania zmierzające do ochrony swoich klientów. Według koncernu wykryte ataki hakerskie często obejmują think-tanki i organizacje non-profit zajmujące się tematami związanymi z demokracją, transparentnością wyborczą i polityką publiczną, które mają kontakt z urzędnikami państwowymi.

Microsoft w ramach stosowanej prewencji wykrył niedawno ataki wymierzone w pracowników Niemieckiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych, Instytut Aspen i German Marshall Fund. Amerykański koncern za zgodą wspomnianych organizacji poinformował, że zhakowano 104 konta należące do ICH pracowników w Belgii, Francji, Niemczech, Polsce, Rumunii i Serbii.

Nadal badane są źródła tych ataków, ale według Microsoft wiele z nich pochodzi z grupy, którą nazwano Strontium. Ataki miały miejsce w okresie od września do grudnia 2018 r.

Atakujący w większości przypadków tworzyli złośliwe adresy URL i fałszywe adresy e-mail. Tym sposobem próbowano uzyskać dostęp do danych uwierzytelniających pracowników i zaimplementować na ich urządzeniach złośliwe oprogramowanie.

Według Microsoft wspomniane ataki są ostrzeżeniem dla europejskich przywódców w przededniu wyborów odbywających się w Europie.

Komentarz

Grupa Strontium znana jest także jako jednostka APT28, Fancy Bear czy Sofacy. Zdaniem kluczowych spółek związanych z sektorem cyberbezpieczeństwa (Microsoft, Trend Micro) z dużym prawdopodobieństwem są to hakerzy pracujący na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego, którzy zasłynęli m.in. atakami na parlament Niemiec, Biały Dom, Komisję Europejską, Bank Światowy, NATO, czy amerykańską Partię Demokratyczną. Ostatnia kwestia jest obecnie wnikliwie badana w związku z rosyjską ingerencją w amerykańskie wybory prezydenckie. Prokurator specjalny Robert Mueller ma zaprezentować wyniki swojego śledztwa w najbliższych dniach – co może być wstrząsem dla opinii publicznej w USA.

Atak na kluczowe think-tanki polityczne w Europie ma bardzo istotne znaczenie. To ośrodki, które bardzo często nadają ton polityce zagranicznej kluczowych krajów UE, dysponującą dużą wiedzą ze względu na międzynarodową wymianę informacji (oficjalnych, plotek, a czasem nawet nieoficjalnych), a także związki z kluczowymi instytucjami państwowymi. Takie podmioty stanowią także obszar działania służb. Dlatego wydarzenie nakreślone przez Microsoft należy uznać za bardzo groźne, choć jak poinformował np. German Marshall Fund nie doszło do infiltracji serwera należącego do think-tanku.

Nie zmienia to jednak faktu, że już same informacje pojawiające się w korespondencji oficjalnej mogą być bardzo cenne. Nie wiemy również czy grupie Fancy Bear nie udało się zainfekować urządzeń należących do analityków złośliwym oprogramowaniem. Bardzo często służbowa poczta jest pobierana na urządzeniach prywatnych z powodu zwykłego lenistwa – w takim wypadku mogły wyciec także informacje osobowe pracowników zaatakowanych think-tanków. Rzecz bezcenna np. w kontekście werbunkowym.

Głównym celem uderzenia w kluczowe think-tanki europejskie jak wskazuje Microsoft był kontekst wyborczy. Komunikat firmy wprost precyzuje, że należy spodziewać się dalszych działań wymierzonych w transparentność wyborów w Europie. Ponieważ w całej sprawie pojawia/ją się pracownik/pracownicy zhakowanych instytucji pracujący na terenie Polski rodzi to pytania o przygotowanie rodzimych służb do zabezpieczenia procesu wyborczego w naszym kraju.

Jest to istotne pytanie z przynajmniej kilku powodów. Mam tu na myśli z jednej strony duże ryzyko zwiększonej reprezentacji skrajnych partii politycznych finansowanych przez Rosję w Parlamencie Europejskim (np. ugrupowanie Matteo Salviniego, które stara się konsolidować środowiska określane czasem jako „Putintern”). Z drugiej strony w Polsce również zauważalny jest proces konsolidacji takich grup w przededniu wyborów europejskich.

W kontekście działań Fancy Bear należy zadać ważne pytania dotyczące Polski. Wspomniałem już o zabezpieczeniu procesu wyborczego, ale należy odnieść się do jeszcze jednej rzeczy. Tym razem atak hakerski spadł na German Marshall Fund, a właściwie pracownika/pracowników warszawskiego biura tej organizacji (być może również analityków dwóch pozostałych fundacji wymienionych przez Microsoft). Co się wydarzy jeśli następnym razem takimi działaniami zostaną objęte PISM czy OSW? Czy są na to gotowe?

Tekst ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl.

Fot. Pixabay

Gdzie się podziały jawne raporty ABW?

Polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje prowadzenie przemyślanej polityki komunikacyjnej. To wbrew światowym trendom.

Estoński wywiad opublikował kolejny doroczny raport ze swojej działalności. Nie zdradza on wielu szczegółów z działalności służby, ale pokazuje główne kierunki zagrożeń dla interesów państwa.

Dokument skupia się na wskazaniu:

  • przeciwników (Rosja, Chiny),
  • ich strategii (polityka zagraniczna, doktryny wojskowe),
  • głównych obszarów działalności międzynarodowej przy szczególnym uwzględnieniu ich wpływu na Estonię (Białoruś),
  • zagrożeń wewnętrznych dla kraju (cyberbezpieczeństwo, rosyjskie grupy hakerskie, stacje nasłuchowe).

Dzięki materiałom tego typu rośnie więc zaufanie do służb specjalnych wśród obywateli, a tym samym poparcie dla tego typu instytucji, co jest niezwykle istotne dla skuteczności ich działania.

Taki jest zresztą obecnie trend światowy. Czołowe agencje zdają sobie sprawę z tego, że większa otwartość nie zagraża w żaden sposób tajemnicom, a znacznie ułatwia zdobywanie lepszego finansowania (nacisk społeczny na polityków) czy rekrutację. To rzecz bardzo istotna np. w kontekście konieczności pozyskiwania informatyków do służby w dobie cyfryzacji wszystkich dziedzin życia, mimo, że nie można zapewnić im poziomu uposażenia z firm prywatnych.

Drugim elementem poza budowaniem transparentności i zaufania do agencji jest edukacyjny charakter materiałów takich jak raport estońskiego kontrwywiadu. Dokumenty tego typu są fragmentarycznie kolportowane przez media i docierają szeroko do społeczeństwa np. poprzez portale horyzontalne. Można dzięki temu zwiększyć świadomość społeczną przed zagrożeniami, od których roi się współczesny świat.

Cyberhigiena związana z koniecznością budowania skomplikowanych haseł do usług cyfrowych oraz ich regularnej zmiany, „furtki” jakie w produkowanych przez siebie sprzętach pozostawiają koncerny – to tylko niektóre z przykładów. Są i bardziej przyziemne – jak opis ryzykownych zachowań w kontaktach z cudzoziemcami. Dla wielu specjalistów są to błahostki, ale dla zwykłych obywateli bardzo ciekawe informacje, które łącznie składają się na istotne wzmocnienie bezpieczeństwa państwa.

Niestety polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje większe otwarcie komunikacyjne na świat i prowadzenie przemyślanej polityki wizerunkowej. ABW ostatni jawny raport roczny wydało w 2014 r. Od tego momentu zapanowała cisza. Obecny rzecznik ministra koordynatora ds. służb, Stanisław Żaryn, skupia się raczej na publikowaniu kolejnych felietonów historycznych na łamach gazet i portali, aniżeli nad zmianą jakościową w obszarze komunikacji. Nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy. Póki co szczytem działań PR polskich służb specjalnych pozostaje prowadzone przez Agencję Wywiadu konto w serwisie Twitter.

To bardzo smutne. Może w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy?

Fot. Pixabay

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl.