Home Archive by category Stałe kolumny (Page 2)

Stałe kolumny

PGNiG: W tym roku decyzja o przyszłości kontraktu z Gazpromem

Jak poinformował podczas konferencji wynikowej PGNiG wiceprezes Maciej Woźniak: w tym roku zostanie ogłoszona decyzja ws. przyszłości kontraktu jamalskiego.

Kontrakt jamalski to największa umowa dotycząca importu gazu ziemnego jaką posiada w swoim portfelu PGNiG. Umowa przez lata umacniała monopol rosyjskiego Gazpromu na polskim rynku. Wielokrotnie krytykowano ją za niekorzystne dla Polski zapisy: począwszy od bardzo wysokiej ceny gazu po czas jej obowiązywania.

W 2019 r. Polska zgodnie z zapisami kontraktu jamalskiego musi podjąć decyzję odnośnie jego przyszłości mimo, że umowa PGNiG z Gazpromem wygasa w 2022 r. To trudne zadanie ze względu na odpowiednie zabezpieczenie przemysłowych odbiorców krajowych. Gra toczy się o ważny obszar polskiej gospodarki.

W momencie wstrzymania dostaw rosyjskiego gazu musi już funkcjonować gazociąg Baltic Pipe, a terminal LNG w Świnoujściu winien być rozbudowany. Kluczowe jest tu więc zgranie harmonogramów kluczowych inwestycji z decyzją dotyczącą przyszłości kontraktu jamalskiego. W tym kontekście decyzja PGNiG o kontynuacji bądź braku kontynuacji współpracy z Gazpromem może być ważnym papierkiem lakmusowym tego jak przebiega plan uniezależnienia Polski od rosyjskiego gazu.

W całej sprawie ważny jest także kontekst polityczny. Sprawa przyszłości kontraktu jamalskiego to klasyczny „gorący ziemniak”. Budzi ona olbrzymie emocje społeczne dlatego prawdopodobnie zostanie przesunięta na okres powyborczy. Osobiście nie zdziwiłbym się gdyby w przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy mimo dotychczasowych, buńczucznych zapowiedzi, zdecydowano się na przedłużenie współpracy z Gazpromem – tyle, że na lepszych warunkach. Gdyby wygrała jednak Koalicja Obywatelska to wykonując taki sam ruch będzie aktywnie krytykowana przez PiS i koalicjantów tej partii.

Póki co wiceprezes Maciej Woźniak twierdzi, że decyzja o przyszłości kontraktu jamalskiego zostanie podjęta ze wskazaniem na jego nieprzedłużenie. Menadżer coraz częściej komunikuje także możliwość szybkiego kupna pływającego terminala LNG (jednostki typu FSRU), który stacjonowałby w Zatoce Gdańskiej. Być może jest to klucz do zrozumienia tego co wydarzy się na krajowym rynku gazu w najbliższej przyszłości.

Fot. Pixabay

Czy czeka nas druga nowelizacja „ustawy prądowej”?

Chaos związany z ustawą prądową, która miała zrekompensować odbiorcom rosnące ceny energii nasila się.

Tzw. „ustawa prądowa” została pod naciskiem Komisji Europejskiej znowelizowana w lutym przez Ministerstwo Energii w związku z niezgodnymi z prawem europejskim ograniczeniami niezależności regulatora (chodzi o URE), ale dotąd nie opublikowano do niej rozporządzeń. Zgodnie z wypowiedziami ministra Krzysztofa Tchórzewskiego ma się to stać do końca marca.

Póki co nie wiadomo w jaki sposób stosować nowe przepisy. W efekcie odbiorcy bardzo często odczuwają większe ceny energii, ponieważ dostawcy mają czas na wdrożenie nowych przepisów i zrekompensowanie podwyżek do końca pierwszego kwartału 2019 roku.

Dochodzi także do sytuacji, w których proces nowego zakontraktowania energii trwa i odbiorcy przez pewien czas są zmuszeni korzystać z usług tzw. dostawcy rezerwowego, który narzuca maksymalne stawki. Tak było np. w Jeleniej Górze gdzie ceny prądu wzrosły o 100 proc. Miasto podpisało nowy kontrakt z Tauronem (oczywiście droższy od tego z 2018 r.) 31 grudnia i nie przewidziało, że spółka ma 21 dni na rozpoczęcie jego realizacji. O sprawie informował Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl.

Inne zjawisko wynikające z chaosu legislacyjnego dotyczy bezpośrednio spółek energetycznych, które wstrzymały z powodu niepewności legislacyjnej pozyskiwanie nowych klientów.

Na marginesie warto dodać, że według ministra Tchórzewskiego energetyka miała nie ponosić strat związanych z nowymi przepisami. Tymczasem jak informuje Barbara Oksińska na łamach Parkietu: „Energa, po zbadaniu jej ubiegłorocznych wyników przez audytora, musiała zawiązać rezerwę w wysokości 136 mln zł, która uwzględnia szacunkowy wpływ ustawy zamrażającej rachunki za prąd”.

Od jesieni ubiegłego roku (sic!), gdy resort energii zaczął przymierzać się do wypracowania sposobu zrekompensowanie podwyżek cen energii trwa więc kompletny paraliż. Niestety mimo zapowiedzi Tchórzewskiego niewiele wskazuje by miało się to zmienić w ciągu kilku tygodni.

Po pierwsze, sprawa będzie miała najprawdopodobniej swoje długofalowe reperkusje sądowe. Prywatni sprzedawcy energii poważnie rozważają pozwanie skarbu państwa za straty jakie ponoszą w związku z indolencją Ministerstwa Energii.

Po drugie, jak informuje Dziennik Gazeta Prawna: „Komisja Europejska uważa, że nowelizacja ustawy prądowej nie usunęła jej wszystkich błędów. A to może oznaczać, że chaos nie zniknie wraz z publikacją rozporządzeń”. Zdaniem dziennikarek: Karoliny Bacy-Pogorzelskiej i Justyny Piszczatowskiej chodzi m.in. o „zbyt szeroki zakres regulacji cenowych” czy „ustawowa cena dla wszystkich odbiorców”.

Czy czeka nas zatem kolejna nowelizacja „ustawy prądowej”? W moim przekonaniu byłoby to trudne z perspektywy prestiżowej i zapewne resort energii będzie próbować w jakiś sposób rozwiązać ten problem rozporządzeniami. Jednak taka praktyka jest wątpliwa prawnie – nie można zmieniać kiepskich przepisów niższym w hierarchii aktem wykonawczym. A przynajmniej „nie powinno się” ponieważ praktyka obecnych rządów pokazuje głęboką pogardę do stanowienia przepisów, jego przestrzegania, a także „dobrych obyczajów”, które stanowią element kultury prawnej cywilizowanych państw.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na to, że chaos wygenerowany przez Ministerstwo Energii przyniósł finalnie szkody gospodarcze znacznie większe aniżeli w przypadku urealniania cen energii. Doskonałym tego przykładem są straty prywatnych firm energetycznych, które w większym stopniu wynikają z niepewności legislacyjnej niż otoczenia rynkowego. Przeważyła polityka i perspektywa wyborcza.

Swoistym chichotem historii jest najnowszy „Raport o inflacji” Narodowego Banku Polskiego, którego główną tezą chciałbym spuentować niniejszy tekst. Dokument stwierdza wprost, że: „Przyjęte w procesie sporządzania każdej projekcji założenie o braku zmian regulacyjnych w horyzoncie prognozy oznacza, że po 2019 r. ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw nie będą zamrożone i wzrosną zgodnie z działaniem mechanizmów modelu prognostycznego uwzględniającym utrzymanie niższej akcyzy oraz opłaty przejściowej.”

Dalsza część tekstu na REO.pl.

Fot. Pixabay

Gdzie się podziały jawne raporty ABW?

Polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje prowadzenie przemyślanej polityki komunikacyjnej. To wbrew światowym trendom.

Estoński wywiad opublikował kolejny doroczny raport ze swojej działalności. Nie zdradza on wielu szczegółów z działalności służby, ale pokazuje główne kierunki zagrożeń dla interesów państwa.

Dokument skupia się na wskazaniu:

  • przeciwników (Rosja, Chiny),
  • ich strategii (polityka zagraniczna, doktryny wojskowe),
  • głównych obszarów działalności międzynarodowej przy szczególnym uwzględnieniu ich wpływu na Estonię (Białoruś),
  • zagrożeń wewnętrznych dla kraju (cyberbezpieczeństwo, rosyjskie grupy hakerskie, stacje nasłuchowe).

Dzięki materiałom tego typu rośnie więc zaufanie do służb specjalnych wśród obywateli, a tym samym poparcie dla tego typu instytucji, co jest niezwykle istotne dla skuteczności ich działania.

Taki jest zresztą obecnie trend światowy. Czołowe agencje zdają sobie sprawę z tego, że większa otwartość nie zagraża w żaden sposób tajemnicom, a znacznie ułatwia zdobywanie lepszego finansowania (nacisk społeczny na polityków) czy rekrutację. To rzecz bardzo istotna np. w kontekście konieczności pozyskiwania informatyków do służby w dobie cyfryzacji wszystkich dziedzin życia, mimo, że nie można zapewnić im poziomu uposażenia z firm prywatnych.

Drugim elementem poza budowaniem transparentności i zaufania do agencji jest edukacyjny charakter materiałów takich jak raport estońskiego kontrwywiadu. Dokumenty tego typu są fragmentarycznie kolportowane przez media i docierają szeroko do społeczeństwa np. poprzez portale horyzontalne. Można dzięki temu zwiększyć świadomość społeczną przed zagrożeniami, od których roi się współczesny świat.

Cyberhigiena związana z koniecznością budowania skomplikowanych haseł do usług cyfrowych oraz ich regularnej zmiany, „furtki” jakie w produkowanych przez siebie sprzętach pozostawiają koncerny – to tylko niektóre z przykładów. Są i bardziej przyziemne – jak opis ryzykownych zachowań w kontaktach z cudzoziemcami. Dla wielu specjalistów są to błahostki, ale dla zwykłych obywateli bardzo ciekawe informacje, które łącznie składają się na istotne wzmocnienie bezpieczeństwa państwa.

Niestety polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje większe otwarcie komunikacyjne na świat i prowadzenie przemyślanej polityki wizerunkowej. ABW ostatni jawny raport roczny wydało w 2014 r. Od tego momentu zapanowała cisza. Obecny rzecznik ministra koordynatora ds. służb, Stanisław Żaryn, skupia się raczej na publikowaniu kolejnych felietonów historycznych na łamach gazet i portali, aniżeli nad zmianą jakościową w obszarze komunikacji. Nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy. Póki co szczytem działań PR polskich służb specjalnych pozostaje prowadzone przez Agencję Wywiadu konto w serwisie Twitter.

To bardzo smutne. Może w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy?

Fot. Pixabay

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl.

Polskie służby mają problem z Apple?

Ciekawy obraz wyłania się z raportu Apple na temat zagranicznych żądań dotyczących informacji o klientach amerykańskiej firmy technologicznej. Dokument odnosi się do pierwszej połowy 2018 r. i pokazuje w jaki sposób koncern z Cupertino przekazuje dane krajom takim jak Polska.

Produkty Apple stanowią w Polsce pierwszy wybór dla wielu polityków, dziennikarzy czy biznesmenów w odniesieniu do bezpieczeństwa w sieci. Zwraca się uwagę na częste aktualizacje oprogramowania komputerów czy smartfonów amerykańskiej firmy, zamknięty charakter ekosystemu i restrykcyjną politykę prywatności. Czy tak jest w istocie?

Raport firmy dotyczący pierwszej połowy 2018 r. prezentuje bardzo ciekawe dane. Chodzi np. o zestawienie wniosków zewnętrznych (a więc potencjalnie ze strony polskich służb specjalnych choć nie tylko) skierowanych do Apple w związku z żądaniami dotyczącymi udostępnienia informacji dotyczących kont klientów.

Ze strony Polski wnioski dotyczyły w omawianym okresie 15 kont. Tylko w przypadku jednego Apple przekazało wszystkie dane takie jak nazwa i adres klienta, treści z iCloud w tym zdjęcia, e-maile, szczegóły kalendarza, kontakty czy kopie zapasowe. W przypadku 6 kont przekazano stronie polskiej dane nie będące treścią takie jak powiązania konta z innymi usługami czy informacje transakcyjne.

Raport prezentuje również w jaki sposób koncern z Cupertino reaguje na żądania dostępu do danych dotyczących urządzeń (a więc np. numerów IMEI) wystosowywanych przy okazji ich zgubienia czy kradzieży oraz wniosków prawnych (spory dotyczące majątku etc.). Są one generalnie akceptowane przez amerykańską firmę. W pierwszej połowie 2018 r. zapytania dotyczyły 14060 przypadków z czego w 81% zostały one przekazane stronie polskiej.

Fot. Pixabay

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl.

Globalna wojna handlowa wpływa na polską energetykę

Perspektywa złagodzenia konfliktu handlowego narastającego pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem może mieć ciekawe implikacje energetyczne dla Polski.

Sinopec, chińska państwowa korporacja naftowo-chemiczna, zamierza podpisać 20-letnią umowę na dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG) z amerykańskim koncernem Cheniere Energy – informuje Reuters powołując się na własne źródła.

Obie firmy uzgodniły umowę pod koniec 2018 roku po kilku miesiącach negocjacji, ale jej podpisanie zostało przełożone z powodu narastającego sporu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Sinopec planuje kupić od Cheniere około 2 milionów ton LNG rocznie, począwszy od 2023 roku.

Po ostatnich negocjacjach między Stanami Zjednoczonymi i Chinami pod koniec lutego prezydent Donald Trump przesunął kolejną podwyżkę ceł na chińskie towary zaplanowaną na 1 marca. Według doniesień medialnych strony są na ostatniej prostej w ramach konsultacji dotyczących kwestii handlowych i mogą osiągnąć ostateczne porozumienie już pod koniec marca podczas spotkania dwóch szefów państw. Są to jednak informacje nieoficjalne.

Perspektywa złagodzenia konfliktu handlowego, który pozostaje zmorą kluczowych ekonomistów na świecie może mieć ciekawe implikacje energetyczne dla Polski:

Amerykańskie LNG systematycznie wdziera się na rynki będące centrum zainteresowania rosyjskiego Gazpromu. Chiny miały dać tej firmie możliwość zrekompensowania strat (tzw. pivotu) jakie ponosi ona ostatnio w Europie (Polska, Ukraina). Tymczasem również Państwo Środka zaczyna interesować się gazem skroplonym z USA. Nie chodzi tu bynajmniej o niewielki jak na razie kontrakt Sinopec-u, ale o szerszy trend. Gazprom musi brać pod uwagę konieczność ostrzejszej walki o swoich klientów w niedalekiej przyszłości. Być może jest to duża szansa dla Polski, która musi zdecydować w tym roku czy kontynuować współpracę z rosyjskim dostawcą w ramach kontraktu jamalskiego?

Złagodzenie konfliktu handlowego Stanów Zjednoczonych i Chin powinno przełożyć się na większy import węgla przez Państwo Środka, a w efekcie cena tego surowca pozostanie wysoka. To istotna informacja pod kątem szacowania cen energii na naszym rynku.

W tym kontekście warto wspomnieć również o szansie na mniejsze turbulencje dla światowej gospodarki jeśli Waszyngton i Pekin wynegocjują zawieszenie broni. W efekcie mogłoby to utrzymać duży popyt na uprawnienia do emisji CO2. To natomiast jeden z najbardziej cenotwórczych czynników na rynku energii w Polsce ze względu na dużą liczbę starych bloków węglowych.

Fot. Pixabay

Artykuł ukazał się pierwotnie na Osluzbach.pl.

Jakie ceny energii w 2019 r.?

Perspektywa globalnego spowolnienia światowej gospodarki, problemów ekonomicznych Chin i ich wojny handlowej z USA, a także ryzyko twardego Brexitu dadzą polskiemu rządowi chwilę oddechu. Szybki wzrost cen energii wyhamuje.

Ceny energii będą kluczowe dla przyszłości polskiej energetyki. Ich wysoki poziom może zmusić rząd do modernizacji sektora, a niski do gry na czas i odkładania ważnych decyzji na kolejne lata. Z tego powodu warto dokonać krótkoterminowej prognozy wspomnianego zjawiska.

Kluczowe dla finalnego kosztu energii w Polsce w nadchodzącym roku są dwie kwestie: ceny uprawnień do emisji CO2 oraz węgla. Oba czynniki są mocno związane z węglowym charakterem polskiego miksu energetycznego, w którym na domiar złego dominują stare, 30-40 letnie bloki węglowe. Aby zatem odpowiedzieć na pytanie czy w bieżącym roku będzie miała miejsce presja cenowa na producentów energii, a w efekcie czy będą oni zmuszeni w jakiś sposób zrekompensować sobie większe koszty wytwarzania, trzeba przyjrzeć się bliżej wspomnianym kwestiom.

Ceny węgla w 2019 r.

Jeszcze na początku 2016 r. ceny węgla w kluczowych portach ARA stanowiących benchmark dla naszego regionu wynosiły około 45 $ za tonę. Jednak od dwóch lat ten surowiec znacznie zdrożał i jego koszt utrzymuje się na poziomie co najmniej 80 $ (często przebijając nawet 100 $). Głównym winowajcą są Chiny, które importowały w omawianym okresie gigantyczne ilości „czarnego złota” finansując w ten sposób swój wzrost gospodarczy. Państwo Środka generuje bardzo dużo energii z kopalin wbrew kreowaniu wizji głębokiej dekarbonizacji. W 2016 r. było to aż 945 GW.

W bieżącym roku sytuacja zaczyna się jednak nieco zmieniać. Znów głównym rozgrywającym na rynku węgla jest import chiński, który jednak zaczyna słabnąć. W czwartym kwartale 2018 r. władze w Pekinie ograniczyły zakupy węgla (o ponad 20 mln ton miesięcznie aż do lutego) spodziewając się istotnej korekty wzrostu gospodarczego. I rzeczywiście tak się stało. Z danych opublikowanych w styczniu br. wynika, że wzrost gospodarczy w Państwie Środka wyniósł w 2018 r. 6,6% PKB i był najsłabszy od 1990 r. Z czego to wynika?

Po pierwsze z amerykańskiej presji, którą część analityków zaczyna wprost nazywać wojną handlową. Po drugie z wyczerpywania się dotychczasowego chińskiego modelu gospodarczego – brakuje taniej siły roboczej, narastają problemy demograficzne i środowiskowe etc. Po trzecie według większości instytucji monitorujących kondycję światowej gospodarki nadchodzi spowolnienie. Wnioski?

Powyższe czynniki nie są jeszcze aż tak spektakularne by dokonać istotnej korekty importu węgla przez Chiny, niemniej w jakimś stopniu będzie ona miała miejsce. W efekcie wahania cen „czarnego złota” w 2019 r. powinny być dość podobne do tych, które obserwowaliśmy w 2018 r. A więc gdyby chodziło o sam koszt surowca do polskich elektrowni to nie mielibyśmy dużego problemu w nadchodzących miesiącach ze wzrostem kosztów energii.

Ceny uprawnień do emisji CO2 w 2019 r.

Przejdźmy zatem do drugiego, istotniejszego czynnika cenotwórczego na polskim rynku energii. 2018 r. to okres szybkiego drożenia uprawnień do emisji CO2 od 8,49 euro za tonę w styczniu do 25,79 euro za tonę w grudniu. Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że mechanizm polityki klimatycznej UE, a więc także jej trzonu jakim jest system handlu emisjami, ma na celu wzrost kosztów wytwarzania energii z węgla – jednak tempo tego zjawiska w ostatnich miesiącach wielu zaskoczyło. Z czego zatem wzięły się tak imponujące wzrosty?

Po pierwsze z wprowadzenia reformy systemu UE ETS w tym mechanizmu MSR. Docelowo mechanizm ten powinien wycofać z rynku około 1,6 mln pozwoleń, które trafią do specjalnie utworzonej rezerwy (12% z nadwyżki z 2017 r. oraz 12% w kolejnych latach jeśli nadwyżka wyniesie w danym roku ponad 833 mln jednostek EUA). Celem mechanizmu jest zwiększenie kosztu uprawnień do emisji CO2 i zmuszenie krajów członkowskich Unii Europejskiej do modernizacji energetyki w kierunku niskoemisyjnym. Polska i inne państwa mają obowiązek implementowania przepisów tej dyrektywy do swoich porządków prawnych do dnia 9 października 2019 roku. Stąd duża nerwowość na rynku uprawnień do emisji CO2. No właśnie, rynku…

Po drugie nowe przepisy wprowadzone 1 stycznia 2018 r. spowodowały, że uprawnienia stały się instrumentami finansowymi. Umożliwiło to firmom inwestycyjnym rozpoczęcie skupowania ich do swoich portfeli. Polski rząd nazwał to zjawisko skądinąd niesłusznie spekulacją, która zawyżyła ceny.

Po trzecie, prognozy astronomicznych cen jakie miały rzekomo osiągać w 2019 r. i 2020 r. uprawnienia także wpłynęły na rzeczywistość rynkową.

Jednak dziś sytuacja powoli się uspokaja i nawet bez interwencji polskiego rządu w Komisji Europejskiej wydaje się, że poziom 25-30 euro za tonę CO2 wydaje się realny w bieżącym a nawet przyszłym roku. Być może do tych prognoz, zbliżonych do prezentowanych np. przez brukselskie think-tanki jak Carbon Tracker, trzeba będzie uwzględnić także brexitową korektę. Twarde wyjście Wielkiej Brytanii z UE może zmniejszyć europejski wzrost gospodarczy i ceny uprawnień (zmniejszenie popytu).

Tekst ukazał się pierwotnie na REO – tam też znajdziecie Państwo jego pełną wersję.

Fot. Pixabay

Nowelizacja ustawy prądowej uspokoi KE. Co chaosem na rynku?

Zgodnie z doniesieniami Dziennika Gazety Prawnej nowelizacja tzw. ustawy prądowej może mieć miejsce już w przyszłym tygodniu. Nowe przepisy zapewne uspokoją Komisję Europejską, ale czy uporządkują chaos rynkowy spowodowany dotychczasowymi działaniami ministra Krzysztofa Tchorzewskiego?

Tzw. ustawa prądowa rodząca się w bólach w ostatnich miesiącach ub.r. miała stanowić remedium na szybko rosnące ceny energii dla „Kowalskich”, małych i średnich firm oraz samorządów. Jednak jej jakość legislacyjna pozostawia wiele do życzenia. Od samego początku gdy pojawił się pomysł jej uchwalenia podkreślałem na łamach REO, że będzie ona niezgodna z prawem europejskim. Chodzi nawet w mniejszym stopniu o kwestię niedozwolonej pomocy publicznej, ale przede wszystkim o naruszenie pozycji niezależnego regulatora i zakłócenie konkurencji na rynku.

Rzeczywiście na spełnienie się moich prognoz długo nie trzeba było czekać. 15 stycznia br. minister energii Krzysztof Tchórzewski spotkał się z komisarzem ds. energii i klimatu Ariasem Canete. Tematem rozmowy była kwestia ustawy prądowej. Możemy jedynie domniemywać jak potoczyła się wymiana zdań pomiędzy oficjelami, ale najwyraźniej nie należała ona do najprzyjemniejszych ponieważ polski polityk błyskawicznie poinformował o konieczności nowelizacji przepisów rekompensujących odbiorcom podwyżkę cen prądu. Jako datę graniczną wyznaczono koniec marca. Taka zapowiedź nie korespondowała z dotychczasowym stanowiskiem Tchórzewskiego, który dawał opinii publicznej jasno do zrozumienia, że przegłosowanej pod koniec grudnia ustawy nie zamierza zmieniać.

Efektem spotkania ministra energii oraz komisarza ds. energii i klimatu jest jeszcze większy chaos aniżeli w przypadku prac nad rozwiązaniami legislacyjnymi zmierzającymi do zrekompensowania rosnących cen prądu pod koniec 2018 r. Resort Tchórzewskiego do dzisiaj nie wydał rozporządzenia do ustawy prądowej co pokazuje jak daleko będzie musiał ją znowelizować i jak kiepskie przepisy przegłosował w sejmie.

Odbiorcy puki co odczuwają większe ceny energii ponieważ dostawcy mają czas na wdrożenie nowych przepisów i zrekompensowanie podwyżek do końca pierwszego kwartału 2019 r. Jednocześnie spółki energetyczne wstrzymały z powodu niepewności legislacyjnej pozyskiwanie nowych klientów. Sytuacja jest naprawdę kryzysowa.

Według informacji Dziennika Gazety Prawnej „w piątek i środę przedstawiciele rządu mają tłumaczyć się Komisji Europejskiej z ustawy prądowej, która ma zostać znowelizowana w przyszłym tygodniu”. Sprawa nabiera więc tempa, jednak z powodu presji czasowej i rynkowej (sytuacja dostawców energii i jej odbiorców), tak jak w przypadku grudniowych przepisów, również teraz jakość legislacyjna przygotowywanych rozwiązań może pozostawiać wiele do życzenia. Odrębną kwestią jest to jak szybko do znowelizowanej ustawy pojawi się rozporządzenie? Datą graniczną wydaje się koniec marca br.

Z pewnością pewną pociechą dla ministra Krzysztofa Tchórzewskiego jest uspokojenie się sytuacji medialnej związanej z jego działaniami. Temat podwyżek cen prądu zszedł czasowo z czołówek gazet. Równie istotny wydaje się także kontekst polityczny. Partia rządząca znajduje się w defensywie w związku z kolejnymi aferami: zatrzymaniem Bartłomieja M., wynagrodzeniami w NBP i wyciekiem nagrań z Jarosławem Kaczyńskim. Czy w związku z tym minister energii może czuć się pewnie, a losy ustawy prądowej potoczą się zgodnie z jego planami? Nie jest to wcale takie pewne.

Narasta spór Tchórzewskiego z minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigą Emilewicz. Już wcześniej oba resorty toczyły walkę o kwestię norm węgla, smogu, a także podzieliły się kwestią odpowiedzi legislacyjnej na wzrosty cen energii (powstają dwie ustawy – osobna dla przemysłu energochłonnego i odrębna dla „Kowalskich”, mniejszych firm i samorządów).

Dziś wspomniana konfrontacja nabiera nowego wymiaru. W PiS pojawiły się duże obawy co do spoistości Zjednoczonej Prawicy, która będzie kluczowa dla wygrania wyborów parlamentarnych. Z tego powodu formacja Jarosława Gowina, partia Porozumienie, może uzyskać w najbliższym czasie nowe „nadania polityczne”. Czy będzie to Ministerstwo Energii?

To raczej mało prawdopodobne. Tchórzewski był członkiem Porozumienia Centrum – pierwszej formacji Jarosława Kaczyńskiego. Stąd mocna pozycja tego polityka. Niewykluczone jednak, że z pomocą premiera zostaną uszczuplone kompetencje resortu energii, albo wręcz dojdzie do jego rozparcelowania. Wszak Mateusz Morawiecki przejął niedawno od Tchórzewskiego nadzór nad spółkami paliwowymi. Kontynuacja tego procesu bardzo wzmocniłaby go politycznie i pozwoliła scementować sojusz z Jarosławem Gowinem.

Artykuł ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Rosja znalazła sposób by zalać Polskę własną energią

Według litewskiego kontrwywiadu Rosja znalazła sposób na spenetrowanie rynków energetycznych Polski i krajów bałtyckich.

Nowy raport litewskiej kontry

Litewski kontrwywiad VSD (Lietuvos Respublikos Valstybės Saugumo Departamentas) opublikował nowy raport dotyczący zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa w 2019 r. Wśród zagrożeń energetycznych i ekonomicznych służba wymienia budowaną przez rosyjski Rosatom elektrownię atomową w białoruskim Ostrowcu. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Jak podkreśla VSD: siłownia w Ostrowcu powstaje z pogwałceniem wszelkich norm bezpieczeństwa. Budowę wspiera Białoruś i Rosja koncentrując się na kształtowaniu pozytywnego wizerunku inwestycji zagranicą.

Według raportu: nowa elektrownia atomowa wzmocni wpływ Kremla na reżim Aleksandra Łukaszenki. Powiązany z rosyjskimi władzami koncern Rosatom będzie miał wpływ na eksploatację obiektu, dostawy paliwa jądrowego, a w końcu także likwidację siłowni po przekroczeniu przez nią resursu.

Równie istotny jest według VSD aspekt regionalny. Rosja za pomocą Ostrowca chce mocniej zaznaczyć swoją obecność na lokalnych rynkach energetycznych i uzależnić je od siebie. Nieprzypadkowo lokalizacja nowej elektrowni to tereny przygraniczne, a elektrownia ma produkować energię na eksport (jest celowo przewymiarowana). Białorusini chcieliby dostarczać prąd z Ostrowca m.in. do krajów bałtyckich i Polski.

Rosjanie i Białorusini ominą litewską blokadę energetyczną?

Litwa nie przejawia póki co zainteresowania importem energii z Białorusi. Władze w Wilnie aktywnie zwalczają ten pomysł i legislacyjnie zablokowały możliwość kupna energii z nowej elektrowni atomowej budowanej przez Rosatom. Takie samo stanowisko prezentuje Polska. Jednak jak podkreśla VSD: te działania mogą być niewystarczające. Zdaniem służby Białoruś i Rosja będą próbowały ominąć litewskie ustawodawstwo i eksportować energię z Ostrowca na giełdę.

Chodzi o Nord Pool – największą na świecie giełdę energii elektrycznej. Prowadzi ona działalność na rynkach w krajach skandynawskich, bałtyckich, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Rozliczanie energii z elektrowni w Ostrowcu w taki sposób spowodowałoby, że nie miałaby ona konkretnej „etykiety pochodzenia”, mimo że fizycznie pochodziłaby z Białorusi. W efekcie cele Rosatomu zostałyby osiągnięte stopniowo uzależniając od energii z jego nowego projektu kraje bałtyckie i Polskę (jest z nimi połączona mostem energetycznym LitPol Link).

W dłuższej perspektywie mogłoby to osłabić chęć wspomnianych państw do budowy własnych źródeł energii, a także umożliwić polityczne naciski np. poprzez ograniczanie eksportu prądu w kluczowych momentach. Warto w tym kontekście podkreślić, że według polskiego operatora PSE najbliższe lata będą charakteryzować się wyjątkowo kruchą równowagą systemu elektroenergetycznego i rosnącym ryzykiem blackoutu (wielkoobszarowej awarii). Jest to związane z rosnącym zapotrzebowaniem na energię w szczytach letnich, wycofywaniem starych elektrowni węglowych etc.

Z powodu dużego zagrożenia napływem taniego prądu z państw autorytarnych, które wykorzystują politycznie energetykę, Polska od dłuższego czasu w nieoficjalnych rozmowach domagała się od Litwy fizycznej likwidacji połączeń energetycznych z Białorusią. Władze w Wilnie zobowiązały się 10 maja 2017 r. zdemontować linię elektroenergetyczną łączącą Ignalinę i Mińsk (750 kW) do 2020 r. Czy dotrzymają słowa? Po drodze wiele może się jeszcze zmienić na litewskiej scenie politycznej.

Szerzej o sprawie pisałem w swojej książce pt. „Stawka większa niż gaz” wydanej nakładem Arbitrora.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Osluzbach.pl.

Fot. Litgrid

Zapaść w Ministerstwie Energii. 5 Przykładów

Miniony tydzień obfitował w informacje kluczowe dla całej gospodarki. W czterech newralgicznych obszarach polityka energetyczna prowadzona przez obecny rząd po prostu załamała się.

Polityka energetyczna Polski do kosza

Ministerstwo Energii potwierdziło, że swoje stanowisko stracił Józef Sobolewski. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ jest to główny architekt planu budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Jego dymisja zmniejsza szanse powodzenia tego projektu. Wcześniej i tak nie były one duże ponieważ Sobolewskiemu udało się przekonać do swoich racji ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, ale premier nie dał „zielonego światła” by na poważnie ruszyć z projektem.

Tymczasem energetyka jądrowa stanowi filar ogłoszonego w grudniu ub. r. (sic!) projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Rodzący się w bólach dokument można więc wyrzucić do kosza. Branża energetyczna znów nie wie, w jakim kierunku się rozwijać, a Bruksela w jaki sposób Polska poradzi sobie z rosnącą presją polityki klimatycznej.

Powrót wiatraków – fiasko resortu Tchórzewskiego

Ministerstwo Energii nie potwierdziło dotąd co prawda także zmiany na stanowisku dyrektora Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej w Ministerstwie Energii tj. Andrzeja Kaźmierskiego, ale media spekulują, że do niej doszło. Równolegle w prasie pojawiły się informacje o odblokowaniu niszczonej legislacyjnie od lat energetyki wiatrowej. Kryterium odległościowe, które utrudniało jej rozwój ma zniknąć w nowelizacji ustawy o OZE do końca pierwszego kwartału br.

To porażka dotychczasowej polityki rządu, który doprowadził na skraj bankructwa całą branżę wiatrową przeforsowując przepisy, które uniemożliwiały budowę nowych turbin w bliskiej odległości od zabudowań ludzkich i utrudniały modernizację już istniejących. Doprowadziło to do wyhamowania rozwoju OZE w Polsce i spowodowało, że Polska nie osiągnie unijnego celu w tym zakresie na 2020 r. Będzie to oczywiście skutkować olbrzymimi karami finansowymi.

Koniec sztucznie utrzymywanego monopolu PGNiG?

Kolejna informacja z tego tygodnia, która może wstrząsnąć filarami polityki energetycznej PiS dotyczy sektora gazowego. Rząd wprowadził w ub.r. nowelizację tzw. ustawy o zapasach, która bardzo mocno uderzyła w prywatne firmy gazowe. Nowe przepisy są pełne absurdów i nakładają np. konieczność opłaty za rezerwację przepustowości gazociągów przez „prywaciarzy” na wypadek konfliktu gazowego i konieczności sprowadzenia ich surowca z zagranicznych magazynów do Polski. Tyle tylko, że taki nakaz nie ma sensu ponieważ w przypadku wstrzymania dostaw ze wschodu takie gazociągi będą po prostu puste.

Faktycznym celem nowelizacji ustawy o zapasach nie była jednak troska o bezpieczeństwo Polski, ale sztuczne umocnienie monopolu PGNiG. Doskonale rozumie to Komisja Europejska, która rozważa wniesienie sprawy przeciw Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE za naruszenie przepisów UE dotyczących swobodnego przepływu towarów. Poinformował o tym w tym tygodniu szef działu rynków hurtowych KE Florian Ermacora. Konieczność zmiany ustawy o zapasach będzie oznaczać klęskę rządowej architektury krajowego rynku gazowego i będzie brzemienne w skutkach wzmacniając prywatne podmioty kosztem PGNiG. Na zmianach skorzysta odbiorca ponieważ przywrócona zostanie konkurencja.

Blackout już latem?

Kolejnym elementem zwiastującym załamanie dotychczasowej polityki energetycznej PiS jest rosnące ryzyko blackoutu. Dziennik Gazeta Prawna, powołując się na URE, podkreśla, że rośnie ryzyko głębokiej awarii Krajowego Systemu Energetycznego w nadchodzących latach. Pierwsze poważne problemy mogą mieć miejsce już za kilka miesięcy tj. latem. Widać więc, że zmarnowano ostatnie kilka lat by uporać się z problemem jakim są kolejne rekordy zapotrzebowania na energię i obsługa letnich szczytów. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest obsesyjna wręcz niechęć Ministerstwa Energii do importu prądu.

Nowelizacja „ustawy prądowej”

Minister energii Krzysztof Tchórzewski poinformował również w tym tygodniu o konieczności nowelizacji tzw. ustawy prądowej, która ma zrekompensować odbiorcom drastyczne podwyżki cen energii. Deklaracja padła po spotkaniu z komisarzem ds. działań w dziedzinie klimatu i energii, Miguelem Canete. To kompletna klęska polityki rządu, który napisał nowe przepisy na kolanie. Są one wewnętrznie sprzeczne, nieprecyzyjne i niezgodne z prawem UE ze względu na ograniczanie roli niezależnego regulatora tj. URE.

Dalsza część tekstu na REO.

Tekst ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Austriak z dostępem do Kaczyńskiego. Czy służby prześwietliły kontrwywiadowczo Birgfellnera?

Bez wątpienia nagranie, a być może niebawem nagrania, Jarosława Kaczyńskiego staną się cennym materiałem dla obcych służb specjalnych.

Przede wszystkim nowa taśma dostarcza nam informacji z pierwszej ręki na temat stanu zdrowia osoby, która nieformalnie rządzi dziś Polską. „Jestem w złej formie, trzeci miesiąc, już dwa i pół miesiąca (…) byłem, taki wiesz, trochę się jąkałem” – twierdzi Kaczyński komentując swoje wystąpienie publiczne. Takim sformułowaniom daleko jednak do pojawiających się plotek o leczeniu onkologicznym prezesa PiS. To cenna informacja w kontekście planowania dynamiki politycznej w Polsce w 2019 r. i później.

Z rozmowy wynika również, że Kaczyński jest bardzo dobrze zorientowany w większości spraw politycznych, ale także biznesowych i prawnych. Dyskusja dotyczy przecież skomplikowanej gry wokół spółki Srebrna, kwestii roszczeń finansowych austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który został dopuszczony do najbliższego kręgu prezesa PiS dzięki małżeństwu z córką jego kuzyna, a także działań Jana Śpiewaka czy biznesów ojca Tadeusza Rydzyka. I znów – nagranie weryfikuje doniesienia medialne i plotkarskie jakoby Kaczyński powoli tracił kontrolę nad partią w związku z coraz słabszymi możliwościami intelektualnymi związanymi z jego wiekiem.

Cenne wydaje się także stwierdzenie prezesa PiS o tym, że „w Warszawie wygrać będzie bardzo trudno. W Polsce łatwiej, ale też niełatwo”. To prywatna opinia głównego stratega partii rządzącej, którą można uwzględnić w prognozach politycznych jakie przygotowuje większość służb. Wynik wyborczy ma jak wiadomo wpływ nie tylko na ogólny kurs państwa, ale także poszczególne plany biznesowe dużych korporacji.

No i wreszcie rzecz najważniejsza – nie ma już w Polsce osób, których nie można by nagrać. Nie wiemy czy nie zarejestrowano więcej rozmów i co w nich było?

Warto również zwrócić uwagę, że Kaczyński z perspektywy prawa jest zwykłym posłem, a nie najważniejszą osobą w państwie (choć stan faktyczny jest inny) więc polskie służby nie mają obowiązku prześwietlać jego zagranicznych rozmówców. Dlatego z całą pewnością można stwierdzić, że Austriak Gerald Birgfellner nie został sprawdzony przez nasz kontrwywiad (chyba, że złamano prawo).

Fot. Pixabay

Artykuł pierwotnie ukazał się na Osluzbach.pl