Home Archive by category Komentarze

Komentarze

Zgodnie z doniesieniami Dziennika Gazety Prawnej nowelizacja tzw. ustawy prądowej może mieć miejsce już w przyszłym tygodniu. Nowe przepisy zapewne uspokoją Komisję Europejską, ale czy uporządkują chaos rynkowy spowodowany dotychczasowymi działaniami ministra Krzysztofa Tchorzewskiego?

Tzw. ustawa prądowa rodząca się w bólach w ostatnich miesiącach ub.r. miała stanowić remedium na szybko rosnące ceny energii dla „Kowalskich”, małych i średnich firm oraz samorządów. Jednak jej jakość legislacyjna pozostawia wiele do życzenia. Od samego początku gdy pojawił się pomysł jej uchwalenia podkreślałem na łamach REO, że będzie ona niezgodna z prawem europejskim. Chodzi nawet w mniejszym stopniu o kwestię niedozwolonej pomocy publicznej, ale przede wszystkim o naruszenie pozycji niezależnego regulatora i zakłócenie konkurencji na rynku.

Rzeczywiście na spełnienie się moich prognoz długo nie trzeba było czekać. 15 stycznia br. minister energii Krzysztof Tchórzewski spotkał się z komisarzem ds. energii i klimatu Ariasem Canete. Tematem rozmowy była kwestia ustawy prądowej. Możemy jedynie domniemywać jak potoczyła się wymiana zdań pomiędzy oficjelami, ale najwyraźniej nie należała ona do najprzyjemniejszych ponieważ polski polityk błyskawicznie poinformował o konieczności nowelizacji przepisów rekompensujących odbiorcom podwyżkę cen prądu. Jako datę graniczną wyznaczono koniec marca. Taka zapowiedź nie korespondowała z dotychczasowym stanowiskiem Tchórzewskiego, który dawał opinii publicznej jasno do zrozumienia, że przegłosowanej pod koniec grudnia ustawy nie zamierza zmieniać.

Efektem spotkania ministra energii oraz komisarza ds. energii i klimatu jest jeszcze większy chaos aniżeli w przypadku prac nad rozwiązaniami legislacyjnymi zmierzającymi do zrekompensowania rosnących cen prądu pod koniec 2018 r. Resort Tchórzewskiego do dzisiaj nie wydał rozporządzenia do ustawy prądowej co pokazuje jak daleko będzie musiał ją znowelizować i jak kiepskie przepisy przegłosował w sejmie.

Odbiorcy puki co odczuwają większe ceny energii ponieważ dostawcy mają czas na wdrożenie nowych przepisów i zrekompensowanie podwyżek do końca pierwszego kwartału 2019 r. Jednocześnie spółki energetyczne wstrzymały z powodu niepewności legislacyjnej pozyskiwanie nowych klientów. Sytuacja jest naprawdę kryzysowa.

Według informacji Dziennika Gazety Prawnej „w piątek i środę przedstawiciele rządu mają tłumaczyć się Komisji Europejskiej z ustawy prądowej, która ma zostać znowelizowana w przyszłym tygodniu”. Sprawa nabiera więc tempa, jednak z powodu presji czasowej i rynkowej (sytuacja dostawców energii i jej odbiorców), tak jak w przypadku grudniowych przepisów, również teraz jakość legislacyjna przygotowywanych rozwiązań może pozostawiać wiele do życzenia. Odrębną kwestią jest to jak szybko do znowelizowanej ustawy pojawi się rozporządzenie? Datą graniczną wydaje się koniec marca br.

Z pewnością pewną pociechą dla ministra Krzysztofa Tchórzewskiego jest uspokojenie się sytuacji medialnej związanej z jego działaniami. Temat podwyżek cen prądu zszedł czasowo z czołówek gazet. Równie istotny wydaje się także kontekst polityczny. Partia rządząca znajduje się w defensywie w związku z kolejnymi aferami: zatrzymaniem Bartłomieja M., wynagrodzeniami w NBP i wyciekiem nagrań z Jarosławem Kaczyńskim. Czy w związku z tym minister energii może czuć się pewnie, a losy ustawy prądowej potoczą się zgodnie z jego planami? Nie jest to wcale takie pewne.

Narasta spór Tchórzewskiego z minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigą Emilewicz. Już wcześniej oba resorty toczyły walkę o kwestię norm węgla, smogu, a także podzieliły się kwestią odpowiedzi legislacyjnej na wzrosty cen energii (powstają dwie ustawy – osobna dla przemysłu energochłonnego i odrębna dla „Kowalskich”, mniejszych firm i samorządów).

Dziś wspomniana konfrontacja nabiera nowego wymiaru. W PiS pojawiły się duże obawy co do spoistości Zjednoczonej Prawicy, która będzie kluczowa dla wygrania wyborów parlamentarnych. Z tego powodu formacja Jarosława Gowina, partia Porozumienie, może uzyskać w najbliższym czasie nowe „nadania polityczne”. Czy będzie to Ministerstwo Energii?

To raczej mało prawdopodobne. Tchórzewski był członkiem Porozumienia Centrum – pierwszej formacji Jarosława Kaczyńskiego. Stąd mocna pozycja tego polityka. Niewykluczone jednak, że z pomocą premiera zostaną uszczuplone kompetencje resortu energii, albo wręcz dojdzie do jego rozparcelowania. Wszak Mateusz Morawiecki przejął niedawno od Tchórzewskiego nadzór nad spółkami paliwowymi. Kontynuacja tego procesu bardzo wzmocniłaby go politycznie i pozwoliła scementować sojusz z Jarosławem Gowinem.

Artykuł ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Według litewskiego kontrwywiadu Rosja znalazła sposób na spenetrowanie rynków energetycznych Polski i krajów bałtyckich.

Nowy raport litewskiej kontry

Litewski kontrwywiad VSD (Lietuvos Respublikos Valstybės Saugumo Departamentas) opublikował nowy raport dotyczący zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa w 2019 r. Wśród zagrożeń energetycznych i ekonomicznych służba wymienia budowaną przez rosyjski Rosatom elektrownię atomową w białoruskim Ostrowcu. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Jak podkreśla VSD: siłownia w Ostrowcu powstaje z pogwałceniem wszelkich norm bezpieczeństwa. Budowę wspiera Białoruś i Rosja koncentrując się na kształtowaniu pozytywnego wizerunku inwestycji zagranicą.

Według raportu: nowa elektrownia atomowa wzmocni wpływ Kremla na reżim Aleksandra Łukaszenki. Powiązany z rosyjskimi władzami koncern Rosatom będzie miał wpływ na eksploatację obiektu, dostawy paliwa jądrowego, a w końcu także likwidację siłowni po przekroczeniu przez nią resursu.

Równie istotny jest według VSD aspekt regionalny. Rosja za pomocą Ostrowca chce mocniej zaznaczyć swoją obecność na lokalnych rynkach energetycznych i uzależnić je od siebie. Nieprzypadkowo lokalizacja nowej elektrowni to tereny przygraniczne, a elektrownia ma produkować energię na eksport (jest celowo przewymiarowana). Białorusini chcieliby dostarczać prąd z Ostrowca m.in. do krajów bałtyckich i Polski.

Rosjanie i Białorusini ominą litewską blokadę energetyczną?

Litwa nie przejawia póki co zainteresowania importem energii z Białorusi. Władze w Wilnie aktywnie zwalczają ten pomysł i legislacyjnie zablokowały możliwość kupna energii z nowej elektrowni atomowej budowanej przez Rosatom. Takie samo stanowisko prezentuje Polska. Jednak jak podkreśla VSD: te działania mogą być niewystarczające. Zdaniem służby Białoruś i Rosja będą próbowały ominąć litewskie ustawodawstwo i eksportować energię z Ostrowca na giełdę.

Chodzi o Nord Pool – największą na świecie giełdę energii elektrycznej. Prowadzi ona działalność na rynkach w krajach skandynawskich, bałtyckich, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Rozliczanie energii z elektrowni w Ostrowcu w taki sposób spowodowałoby, że nie miałaby ona konkretnej „etykiety pochodzenia”, mimo że fizycznie pochodziłaby z Białorusi. W efekcie cele Rosatomu zostałyby osiągnięte stopniowo uzależniając od energii z jego nowego projektu kraje bałtyckie i Polskę (jest z nimi połączona mostem energetycznym LitPol Link).

W dłuższej perspektywie mogłoby to osłabić chęć wspomnianych państw do budowy własnych źródeł energii, a także umożliwić polityczne naciski np. poprzez ograniczanie eksportu prądu w kluczowych momentach. Warto w tym kontekście podkreślić, że według polskiego operatora PSE najbliższe lata będą charakteryzować się wyjątkowo kruchą równowagą systemu elektroenergetycznego i rosnącym ryzykiem blackoutu (wielkoobszarowej awarii). Jest to związane z rosnącym zapotrzebowaniem na energię w szczytach letnich, wycofywaniem starych elektrowni węglowych etc.

Z powodu dużego zagrożenia napływem taniego prądu z państw autorytarnych, które wykorzystują politycznie energetykę, Polska od dłuższego czasu w nieoficjalnych rozmowach domagała się od Litwy fizycznej likwidacji połączeń energetycznych z Białorusią. Władze w Wilnie zobowiązały się 10 maja 2017 r. zdemontować linię elektroenergetyczną łączącą Ignalinę i Mińsk (750 kW) do 2020 r. Czy dotrzymają słowa? Po drodze wiele może się jeszcze zmienić na litewskiej scenie politycznej.

Szerzej o sprawie pisałem w swojej książce pt. „Stawka większa niż gaz” wydanej nakładem Arbitrora.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Osluzbach.pl.

Fot. Litgrid

Miniony tydzień obfitował w informacje kluczowe dla całej gospodarki. W czterech newralgicznych obszarach polityka energetyczna prowadzona przez obecny rząd po prostu załamała się.

Polityka energetyczna Polski do kosza

Ministerstwo Energii potwierdziło, że swoje stanowisko stracił Józef Sobolewski. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ jest to główny architekt planu budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Jego dymisja zmniejsza szanse powodzenia tego projektu. Wcześniej i tak nie były one duże ponieważ Sobolewskiemu udało się przekonać do swoich racji ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, ale premier nie dał „zielonego światła” by na poważnie ruszyć z projektem.

Tymczasem energetyka jądrowa stanowi filar ogłoszonego w grudniu ub. r. (sic!) projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Rodzący się w bólach dokument można więc wyrzucić do kosza. Branża energetyczna znów nie wie, w jakim kierunku się rozwijać, a Bruksela w jaki sposób Polska poradzi sobie z rosnącą presją polityki klimatycznej.

Powrót wiatraków – fiasko resortu Tchórzewskiego

Ministerstwo Energii nie potwierdziło dotąd co prawda także zmiany na stanowisku dyrektora Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej w Ministerstwie Energii tj. Andrzeja Kaźmierskiego, ale media spekulują, że do niej doszło. Równolegle w prasie pojawiły się informacje o odblokowaniu niszczonej legislacyjnie od lat energetyki wiatrowej. Kryterium odległościowe, które utrudniało jej rozwój ma zniknąć w nowelizacji ustawy o OZE do końca pierwszego kwartału br.

To porażka dotychczasowej polityki rządu, który doprowadził na skraj bankructwa całą branżę wiatrową przeforsowując przepisy, które uniemożliwiały budowę nowych turbin w bliskiej odległości od zabudowań ludzkich i utrudniały modernizację już istniejących. Doprowadziło to do wyhamowania rozwoju OZE w Polsce i spowodowało, że Polska nie osiągnie unijnego celu w tym zakresie na 2020 r. Będzie to oczywiście skutkować olbrzymimi karami finansowymi.

Koniec sztucznie utrzymywanego monopolu PGNiG?

Kolejna informacja z tego tygodnia, która może wstrząsnąć filarami polityki energetycznej PiS dotyczy sektora gazowego. Rząd wprowadził w ub.r. nowelizację tzw. ustawy o zapasach, która bardzo mocno uderzyła w prywatne firmy gazowe. Nowe przepisy są pełne absurdów i nakładają np. konieczność opłaty za rezerwację przepustowości gazociągów przez „prywaciarzy” na wypadek konfliktu gazowego i konieczności sprowadzenia ich surowca z zagranicznych magazynów do Polski. Tyle tylko, że taki nakaz nie ma sensu ponieważ w przypadku wstrzymania dostaw ze wschodu takie gazociągi będą po prostu puste.

Faktycznym celem nowelizacji ustawy o zapasach nie była jednak troska o bezpieczeństwo Polski, ale sztuczne umocnienie monopolu PGNiG. Doskonale rozumie to Komisja Europejska, która rozważa wniesienie sprawy przeciw Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE za naruszenie przepisów UE dotyczących swobodnego przepływu towarów. Poinformował o tym w tym tygodniu szef działu rynków hurtowych KE Florian Ermacora. Konieczność zmiany ustawy o zapasach będzie oznaczać klęskę rządowej architektury krajowego rynku gazowego i będzie brzemienne w skutkach wzmacniając prywatne podmioty kosztem PGNiG. Na zmianach skorzysta odbiorca ponieważ przywrócona zostanie konkurencja.

Blackout już latem?

Kolejnym elementem zwiastującym załamanie dotychczasowej polityki energetycznej PiS jest rosnące ryzyko blackoutu. Dziennik Gazeta Prawna, powołując się na URE, podkreśla, że rośnie ryzyko głębokiej awarii Krajowego Systemu Energetycznego w nadchodzących latach. Pierwsze poważne problemy mogą mieć miejsce już za kilka miesięcy tj. latem. Widać więc, że zmarnowano ostatnie kilka lat by uporać się z problemem jakim są kolejne rekordy zapotrzebowania na energię i obsługa letnich szczytów. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest obsesyjna wręcz niechęć Ministerstwa Energii do importu prądu.

Nowelizacja „ustawy prądowej”

Minister energii Krzysztof Tchórzewski poinformował również w tym tygodniu o konieczności nowelizacji tzw. ustawy prądowej, która ma zrekompensować odbiorcom drastyczne podwyżki cen energii. Deklaracja padła po spotkaniu z komisarzem ds. działań w dziedzinie klimatu i energii, Miguelem Canete. To kompletna klęska polityki rządu, który napisał nowe przepisy na kolanie. Są one wewnętrznie sprzeczne, nieprecyzyjne i niezgodne z prawem UE ze względu na ograniczanie roli niezależnego regulatora tj. URE.

Dalsza część tekstu na REO.

Tekst ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Bez wątpienia nagranie, a być może niebawem nagrania, Jarosława Kaczyńskiego staną się cennym materiałem dla obcych służb specjalnych.

Przede wszystkim nowa taśma dostarcza nam informacji z pierwszej ręki na temat stanu zdrowia osoby, która nieformalnie rządzi dziś Polską. „Jestem w złej formie, trzeci miesiąc, już dwa i pół miesiąca (…) byłem, taki wiesz, trochę się jąkałem” – twierdzi Kaczyński komentując swoje wystąpienie publiczne. Takim sformułowaniom daleko jednak do pojawiających się plotek o leczeniu onkologicznym prezesa PiS. To cenna informacja w kontekście planowania dynamiki politycznej w Polsce w 2019 r. i później.

Z rozmowy wynika również, że Kaczyński jest bardzo dobrze zorientowany w większości spraw politycznych, ale także biznesowych i prawnych. Dyskusja dotyczy przecież skomplikowanej gry wokół spółki Srebrna, kwestii roszczeń finansowych austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który został dopuszczony do najbliższego kręgu prezesa PiS dzięki małżeństwu z córką jego kuzyna, a także działań Jana Śpiewaka czy biznesów ojca Tadeusza Rydzyka. I znów – nagranie weryfikuje doniesienia medialne i plotkarskie jakoby Kaczyński powoli tracił kontrolę nad partią w związku z coraz słabszymi możliwościami intelektualnymi związanymi z jego wiekiem.

Cenne wydaje się także stwierdzenie prezesa PiS o tym, że „w Warszawie wygrać będzie bardzo trudno. W Polsce łatwiej, ale też niełatwo”. To prywatna opinia głównego stratega partii rządzącej, którą można uwzględnić w prognozach politycznych jakie przygotowuje większość służb. Wynik wyborczy ma jak wiadomo wpływ nie tylko na ogólny kurs państwa, ale także poszczególne plany biznesowe dużych korporacji.

No i wreszcie rzecz najważniejsza – nie ma już w Polsce osób, których nie można by nagrać. Nie wiemy czy nie zarejestrowano więcej rozmów i co w nich było?

Warto również zwrócić uwagę, że Kaczyński z perspektywy prawa jest zwykłym posłem, a nie najważniejszą osobą w państwie (choć stan faktyczny jest inny) więc polskie służby nie mają obowiązku prześwietlać jego zagranicznych rozmówców. Dlatego z całą pewnością można stwierdzić, że Austriak Gerald Birgfellner nie został sprawdzony przez nasz kontrwywiad (chyba, że złamano prawo).

Fot. Pixabay

Artykuł pierwotnie ukazał się na Osluzbach.pl

Rosyjska ropa Urals jest obecnie droższa od ropy Brent z Morza Północnego, która stanowi punkt odniesienia dla światowych rynków naftowych. 24 stycznia pierwsza z wymienionych kosztowała 61,63 $, a druga – 61,09 $.

Zwykle to surowiec z Rosji jest tańszy od brytyjskiego. Ta różnica cenowa jest zwana dyferencjałem i stanowi swoistą premię dla polskich rafinerii przystosowanych technologicznie do efektywnego przerobu Urals.

Obecna sytuacja powoduje, że tej premii po prostu nie ma, w związku z tym należy spodziewać się dużych dostaw spot (w ramach kontraktów krótkoterminowych) z kierunków nierosyjskich do Rafinerii Gdańskiej.

Zakład Lotosu leży nad morzem co zmniejsza koszty logistyczne i pozwala korzystać z okazji na rynkach naftowych w przeciwieństwie do należących do Orlenu instalacji w Płocku, które są zależne od rosyjskiego systemu rurociągowego Przyjaźń.

Niskie ceny ropy utrzymujące się w zasadzie od 2014 r. sprzyjają kupowaniu konkretnych ładunków surowca w dobrej cenie, nawet na dużą skalę, co przekłada się na niwelowanie znaczenie długoterminowych kontraktów. To z tego powodu nowe umowy long-term polskich firm paliwowych posiadają elastyczny zakres dostaw według określonych widełek.

I kwartał 2019 r. powinien zatem wykazać niski udział rosyjskiej ropy w przerobie ropy przez Rafinerię Gdańską. Przy czym istnieje duża szansa, że działania te będą przedstawiane jako kontynuowanie dywersyfikacji dostaw ropy. Tak bywało już w poprzednich okresach gdy Urals był drogi. Tymczasem zjawisko to jest wynikiem sytuacji rynkowej.

W dalszej perspektywie Grupa Lotos będzie zainteresowana dalszym uzyskiwaniem premii finansowej z przerobu rosyjskiego Urals, a jej udział w Rafinerii Gdańskiej znów wzrośnie.

Fot. Pixabay

Artykuł ukazał się pierwotnie na serwisie Osluzbach.pl

Ustawa prądowa może mieć duży problem z notyfikacją w Komisji Europejskiej z powodu ograniczania roli regulatora oraz negatywnego wpływu na konkurencję rynkową. Jednak przetasowania w instytucjach unijnych w 2019 r. mogą sprzyjać rządowi.

21 grudnia, w godzinach popołudniowych Ministerstwo Energii rozpoczęło nowy odcinek epopei związanej z rosnącymi cenami energii. Konferencja odbyła się tuż przed przerwą świąteczną, co mogło sugerować, że resort liczył na brak rozgłosu i dziennikarzy zdających niewygodne pytania.

Wśród zaprezentowanych propozycji, które 28 grudnia trafiły do Sejmu, należy wymienić m.in. obniżkę akcyzy, opłaty przejściowej, ustalanie ceny energii i opłat sieciowych. W przypadku stawek opłat sieciowych na poziomie z 31 grudnia 2018 r., w przypadku taryf i innych umów na sprzedaż i zakup energii – na poziomie z 30 czerwca 2018 r.

Plany resortu energii bardzo szybko spotkały się z krytyką. 2 stycznia URE poinformowało w specjalnym komunikacie, że „(…) regulator z dużym zaniepokojeniem przyjmuje uszczuplenie kompetencji organu regulacyjnego w zakresie ustalania cen i stawek opłat dla odbiorców w gospodarstwach domowych, co pozwalało równoważyć interesy odbiorców i przedsiębiorstw energetycznych (…) Szczególny niepokój budzi „zamrożenie” opłat dystrybucyjnych w kontekście konieczności realizacji szeregu prowadzonych przez przedsiębiorstwa sieciowe inwestycji mających na celu w szczególności zapewnienie ciągłości dostaw energii elektrycznej odbiorcom (…) Po wejściu w życie zapisów ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, ustawowe uprawnienia regulatora wynikające z Prawa energetycznego polegające na ustalaniu taryf dla energii elektrycznej, w 2019 r. zostały w praktyce znacznie ograniczone”.

Kwestia uszczuplenia kompetencji regulatora może w mojej ocenie stanowić duży problem dla Komisji Europejskiej, która zajmie się notyfikowaniem ustawy. Równie istotne wydają się zastrzeżenia dotyczące negatywnego wpływu nowych przepisów na konkurencyjność rynku. Kwestia niedozwolonej pomocy publicznej jest mniej istotna, co zresztą zostało uwzględnione w bieżącej komunikacji Ministerstwa Energii.

Widać wyraźnie, że kwestia notyfikacji w Brukseli ustawy prądowej może być problematyczna. Przyznał to zresztą sam premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z dziennikarzami podczas organizowanego w KPRM „Tweetupu”.

Resort energii liczy w tej chwili na to, że kupi sobie niezbędny czas. Ustawa prądowa została wprowadzona z powodu nadchodzących wyborów parlamentarnych i ma obowiązywać rok (przynajmniej w obecnej formie). Tymczasem kończy się kadencja Komisji Europejskiej i aż do jesieni stara się ona wygaszać wszelkie sprawy. Istnieje zatem duża szansa na to, że nie zajmie się ona ustawą prądową w ciągu najbliższych miesięcy, chyba, że zostanie do tego zmuszona oficjalną skargą, którejś ze spółek lub URE. W obu przypadkach oznaczałoby to jednak pójście „na zwarcie” z polskim rządem.

Ważny jest również kontekst wyborów europejskich. Komisja Europejska będzie unikać sporów mogących napędzać nastroje eurosceptyczne. Dlatego zapadła decyzja by łagodzić napięcia z Polską i nie generować nowych. Takie działania urzędników brukselskich są spowodowane zmianą układu sił w Europie. Jak zaznaczają analitycy MBanku „jeśli trendy z ostatnich miesięcy będą kontynuowane to zmieni się rządząca w Europarlamencie koalicja na uwzględniającą eurosceptyków. Zwłaszcza, jeśli dojdzie do połączenia eurosceptycznych grup. Dwie z trzech największych partii (włoska Liga i polski PiS) nie będą ani z chadecji, ani z socjaldemokracji”.

Partia Jarosława Kaczyńskiego już za kilka miesięcy może wejść do unijnego mainstreamu i stać się z pariasa skutecznym rozgrywającym. W tym kontekście wizyta w Warszawie Matteo Salviniego, lidera Ligi, jest nieprzypadkowa. O głosy PiS walczyć będą nie tylko eurosceptycy, ale także główne siły polityczne Europy. To tworzy dla partii duże szanse na skuteczne uzyskanie wielu ustępstw. Jednym z nich może być notyfikacja ustawy prądowej.

Dalsza część tekstu na REO.

Artykuł ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Wiktor Katona, trader w MOL podkreśla, że węgierska spółka może być faworytem do przejęcia stacji paliw PKN Orlen, które koncern będzie musiał sprzedać w wyniku fuzji z Grupą Lotos.

Piotr Maciążek: Jak wyglądają plany dywersyfikacji dostaw ropy na Węgry?

Katona: Ten proces trwa od 2013 roku. Wtedy zaczęliśmy odbierać dostawy drogą morską, przez Chorwację. Ich wolumen stale rośnie. Teraz sięga około 1,75 mln ton rocznie.

Dywersyfikacja to nasz cel. Chcemy rozszerzać nasze portfolio dostawców, wyjść poza obszar Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu, sięgnąć dalej.

Podczas rozmowy poprzedzającej wywiad wspomniał Pan, że import nierosyjskiej ropy ma wzrosnąć do 33%…

Tak. Obecnie udział ropy z państw innych niż Rosja w naszym imporcie wynosi 26%, do 33% ma dobić w roku 2020 lub 2021.

Kto będzie ją dostarczał?

Tu leży problem – tego nie ma w naszej strategii, ale rozbudowując portfolio musimy pamiętać, że nie każdy rodzaj ropy nadaje się do naszych rafinerii. Większość z nich została zbudowana z myślą o ropie z Rosji.

To tak, jak w Polsce.

Tak, tak samo jak w Płocku. Musimy mieszać różne rodzaje, żeby były odpowiednie dla naszych rafinerii. Obecnie dostajemy ropę głównie z rejonu Morza Śródziemnego, czasami także z Bliskiego Wschodu.

Z Kurdystanu, jak słyszałem.

Kurdystan był bardzo dobrym dostawcą przed referendum niepodległościowym. Po tym wydarzeniu dostawy spadły o połowę.

Mieli problemy z Turcją.

Nie tylko Turcją – głównie z rządem Iraku. I eksport poszybował w dół. Mamy nadzieję, że Kurdystan sobie poradzi i dostawy z tego kierunku znów wzrosną. Jednakże, zanim to nastąpi, szukamy innych szans, takich jak na przykład Libia. Ten kraj stabilnie się rozwija, wydaje się też być znacznie bardziej bezpieczny. Nie chcę niczego przewidywać, wszystko się może zdarzyć, ale Libia wygląda obiecująco. Współpracujemy też z Kaspijskim Konsorcjum Rurociągowym, które dostarcza głównie ropę z Kazachstanu. Jest dopasowana do naszych rafinerii.

Polski rząd chce połączyć Orlen i Lotos. Wygląda na to, że prawo antymonopolowe Unii Europejskiej uczyni to połączenie trudniejszym – być może Orlen będzie musiał sprzedać część swoich stacji. Czy MOL byłby zainteresowany przejęciem tej infrastruktury?

MOL kupuje ostatnio bardzo wiele stacji w Europie – mówię tu m.in. o punktach należących do Agip, które MOL wykupił w Czechach i na Węgrzech. To bardzo prawdopodobne, że węgierska spółka będzie szukała sposobności do przejęcia stacji po Orlenie. To istotna szansa. Gdzieniegdzie prawo unijne nie pozwoli polskiemu gigantowi na posiadanie tak wielu punktów tankowania. W wyścigu po te aktywa MOL może być faworytem.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Pixabay

Źródło: Osluzbach.pl

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu mieszkańca Odessy, który współpracował z rosyjskim wywiadem. Sabotażysta miał wysadzić w powietrze kluczowy ropociąg Odessa-Brody. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Mieszkaniec Odessy, którego personalia są nieznane, był od kilku lat zaangażowany we współpracę z rosyjskim wywiadem. Odbywał regularne spotkania z oficerem prowadzącym na terenie okupowanego Krymu i separatystycznego Naddniestrza. Zadania jakie przed nim stawiano nie były skomplikowane i obejmowały przekazywanie pieniędzy osobom zaangażowanym w podsycanie separatyzmu na terenie południowej Ukrainy.

Jednak według informacji SBU po kilku latach współpracy jej charakter zmienił się. Mieszkaniec Odessy otrzymał zadanie uczestniczenia w akcie sabotażu wymierzonym w ropociąg Odessa-Brody. Jest to kluczowy rurociąg, którym tłoczy się ropę z terminalu naftowego w Odessie na północ Ukrainy.

Magistrala ma zostać przedłużona do Polski i stanowić element dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Europy Środkowej. Surowiec znad Morza Kaspijskiego docierałby nad Bałtyk przy wykorzystaniu systemów rurociągowych w Azerbejdżanie, Gruzji oraz na Ukrainie i w Polsce. Ostateczna decyzja odnośnie wdrażania w życie tego projektu ma ostatecznie zapaść w tym roku.

Od samego początku pomysł sprowadzania kaspijskiej ropy do Polski przy wykorzystaniu m.in. planowanego ropociągu Odessa-Brody-Adamowo napotyka na problemy. Zwraca się uwagę na jego nieekonomiczność (duże koszty logistyczne) względem importu realizowanego przez terminal naftowy w Gdańsku. W ostatnich latach istotne stały się także ryzyka polityczne związane z działalnością Rosji w regionie tj. aneksji Krymu czy aktywności na terenie Gruzji (chodzi o obszar separatystycznej Osetii Południowej). Kreml aktywnie dąży do uzyskania przewagi energetycznej w regionie i torpedowania wszelkich projektów osłabiających powiązane z nim spółki jak Rosnieft czy Gazprom.

Planowanie zamachu wymierzonego w projekt Odessa-Brody mimo, że jest on obciążony wieloma problemami może mieć z perspektywy władz w Moskwie głęboki sens. Rurociąg ma mieć jak wszystkie projekty tego typu możliwość rewersowych dostaw. Niewykluczone zatem, że na Ukrainę zamiast ropy z Rosji zacząłby przez planowane połączenie Odessa-Brody-Adamowo trafiać surowiec sprowadzany do terminalu naftowego w Gdańsku. To duże zagrożenie dla interesów Kremla.

Potencjalny zamach na rurociąg naftowy nie byłby pierwszym w ostatnich latach planowanym przez Rosję. W 2008 r. niezidentyfikowany oddział specjalny (wiele poszlak wskazuje na to, że byli to Rosjanie) wysadził w powietrze fragment kluczowego ropociągu BTC omijającego terytorium rosyjskie przez Turcję. Dostarcza on ropę znad Morza Kaspijskiego do Europy.

Fot. Pixaby

Źródło: Osluzbach.pl

Według źródeł portalu Osluzbach.pl państwowy PGNiG operujący na irańskim złożu Sumar został prawdopodobnie wyrzucony z Iranu w związku z narastającym napięciem pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Poinformowanie przez MSZ o organizacji przez Polskę wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi konferencji dotyczącej pokoju na Bliskim Wschodzie wywołało ostrą reakcję Iranu. Ze względu na nieduży zakres wymiany handlowej ograniczyła się ona (przynajmniej w obszarze oficjalnych deklaracji) do ostrej retoryki władz w Teheranie, które uznały działania polskich władz za wrogie.

Krajowe media informowały również o odwołaniu tygodnia kina polskiego w irańskiej stolicy, a także problemach z uzyskiwaniem wiz biznesowych i turystycznych w ambasadzie Iranu w Warszawie dla obywateli Polski próbujących udać się do Republiki Islamskiej.

Retorsje mogły jednak także dotknąć państwowy PGNiG, który był obecny na terytorium irańskim od czasu podpisania porozumienia atomowego z tym krajem przez mocarstwa zachodnie (2016 r.). Spółka pracowała na polu naftowym Sumar wspólnie z kontrolowanym przez władze w Teheranie koncernem NIOC.

Tymczasem 17 stycznia br., tuż po pojawieniu się napięć polsko-irańskich PGNiG w komunikacie prasowym poinformował o swojej nowej aktywności biznesowej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednocześnie Puls Biznesu podkreślił, że krajowy gigant zamknął swoje biuro w Teheranie.

Według rozmówców portalu Osluzbach.pl zaznajomionych ze sprawą nietypowa aktywność PGNiG wygląda na działania podjęte ad hoc w wyniku retorsji irańskich spowodowanych organizacją przez Polskę bliskowschodniego szczytu w Warszawie pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Świadczy o tym np. podpisanie nowej umowy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które ze względu na bliskość geograficzną są idealnym rynkiem, na który nisko kosztowo można wycofać sprzęt PGNiG-u z Iranu.

Od wczoraj (17 stycznia) stanowisko władz w Teheranie zdaje się jednak łagodnieć. W oficjalnym wywiadzie dla RMF FM ambasador Iranu w Warszawie Masoud Edrisi Kermanshahi stwierdził, że informacja o problemach z wizami dla Polaków udających się na terytorium irańskie jest nieprawdziwe. Podkreślił on również, że jego państwo nie zostało zaproszone na warszawski szczyt bliskowschodnich mimo, że kwestia aktywności Teheranu w regionie ma być na nim dyskutowana. W nawiązaniu do tej wypowiedzi zaczęły pojawiać się komentarze osób związanych z rządem RP sugerujące możliwość zaproszenia Iranu na warszawski szczyt. Taką nadzieję wyraził m.in. były szef MSZ Witold Waszczykowski.

Fot. Pixabay

Źródło: Ozluzbach.pl

Ministerstwo Energii udostępniło właśnie do konsultacji społecznych Plan Energetyczno-Klimatyczny, który zostanie następnie przesłany do Komisji Europejskiej. Dokument jest bardzo ciekawy. Wskazuje m.in., że w latach 2020-2040 głównym krajem, z którego Polska będzie importować węgiel jest Rosja.

Eurostat poinformował, że w okresie styczeń-październik 2018 r. do Polski dotarło rekordowe 16 mln ton węgla z rynków zagranicznych. Z tego przytłaczająca większość z Rosji. To szokujące informacje, ale niepełne.

Rozporządzenie o zapasach paliw w przedsiębiorstwach energetycznych nakłada na elektrownie i elektrociepłownie obowiązek utrzymywania zapasów określanych jako iloczyn średniego dobowego zużycia. We wrześniu ten wskaźnik wynosi 0,8; w październiku podobnie, ale już w listopadzie to 1,1; grudniu 1,2; a w styczniu 1,3. W efekcie w 2 i 3 kwartale tylko jedna elektrownia sprowadza 50-95 tys. ton węgla, a w 3 i 4 kwartale 160-170 tys. ton. Co to właściwie oznacza?

Dane te należy interpretować w następujący sposób: w okresie styczeń-październik sprowadziliśmy do Polski 16 mln ton węgla, ale z powodów legislacyjnych niewykluczone, że w ciągu listopada i grudnia dojedzie kolejne 2-4 mln ton.

Jak więc widać import, a w szczególności z Rosji, nie jest już sprawą marginalną. W 2017 r. w naszym kraju wydobyto 65,8 mln ton węgla, a trend jest malejący. Zagraniczne zakupy w 2018 r. mogą wynieść zatem około 30% wydobycia i sytuacja ta będzie się raczej pogarszać. Dlaczego?

Ponieważ polskie kopalnie operują na powoli wyczerpujących się złożach, są głębinowe, co podnosi koszty logistyczne, niedoinwestowane i obciążone polityką socjalną wymuszoną przez ich państwową strukturę właścicielską. Rosyjski węgiel jest natomiast lepszy jakościowo i przynajmniej na razie dotowany przez państwo, co oczywiście może się zmienić po osiągnięciu dużych udziałów rynkowych i zniszczeniu konkurencji.

Rosja to ryzykowny kierunek importu surowców energetycznych

Pisząc o surowcu z Rosji, który przebojem wdziera się na polski rynek, trzeba wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Dla Kremla eksport ropy czy gazu to bardzo często okazja do nacisków politycznych. Dlaczego w przypadku węgla miałoby być inaczej? Już dziś polska energetyka (PGE, Tauron) czy sektor ciepłowniczy jest mocno uzależniony od surowca z Rosji. Podczas ciężkiej zimy, gdy wzrasta zapotrzebowanie na węgiel w całym regionie, byłoby trudno sprowadzić jego odpowiednie ilości gdyby rosyjski partner zawiódł. Jednak dla Ministerstwa Energii nie jest to wcale takie oczywiste.

Resort udostępnił właśnie do konsultacji społecznych Plan Energetyczno-Klimatyczny, który zostanie następnie przesłany do Komisji Europejskiej. W jednej z załączonych do niego tabel (numer 52) można przejrzeć rządowe plany odnośnie głównych kierunków importu surowców energetycznych do Polski w latach 2020-2040. Na szczególną uwagę zasługuje węgiel, który według zawartych w Planie Energetyczno-Klimatycznym danych będzie kupowany w Rosji. To pierwszy przypadek, w którym Ministerstwo Energii informuje o tym tak otwarcie. Rodzi to zresztą jeszcze jeden ciekawy wniosek.

Rośnie import węgla, a plany rządowe uwzględniają ten czynnik już na stałe w nadchodzących dekadach. Robią tak dlatego ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że polskie górnictwo nie jest już w stanie zwiększyć wydobycia bez inwestycji, na które nie ma pieniędzy. Cena węgla energetycznego przekroczyła 250 zł zł tonę. Ostatni raz paliwo dla elektrowni kosztowało tyle sześć lat temu. Mimo tak korzystnej koniunktury Polska Grupa Górnicza nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania swoich klientów.

Dalsza część na REO.pl

Fot. Pixabay