Home Articles posted by Piotr Maciążek

Zgodnie z doniesieniami Dziennika Gazety Prawnej nowelizacja tzw. ustawy prądowej może mieć miejsce już w przyszłym tygodniu. Nowe przepisy zapewne uspokoją Komisję Europejską, ale czy uporządkują chaos rynkowy spowodowany dotychczasowymi działaniami ministra Krzysztofa Tchorzewskiego?

Tzw. ustawa prądowa rodząca się w bólach w ostatnich miesiącach ub.r. miała stanowić remedium na szybko rosnące ceny energii dla „Kowalskich”, małych i średnich firm oraz samorządów. Jednak jej jakość legislacyjna pozostawia wiele do życzenia. Od samego początku gdy pojawił się pomysł jej uchwalenia podkreślałem na łamach REO, że będzie ona niezgodna z prawem europejskim. Chodzi nawet w mniejszym stopniu o kwestię niedozwolonej pomocy publicznej, ale przede wszystkim o naruszenie pozycji niezależnego regulatora i zakłócenie konkurencji na rynku.

Rzeczywiście na spełnienie się moich prognoz długo nie trzeba było czekać. 15 stycznia br. minister energii Krzysztof Tchórzewski spotkał się z komisarzem ds. energii i klimatu Ariasem Canete. Tematem rozmowy była kwestia ustawy prądowej. Możemy jedynie domniemywać jak potoczyła się wymiana zdań pomiędzy oficjelami, ale najwyraźniej nie należała ona do najprzyjemniejszych ponieważ polski polityk błyskawicznie poinformował o konieczności nowelizacji przepisów rekompensujących odbiorcom podwyżkę cen prądu. Jako datę graniczną wyznaczono koniec marca. Taka zapowiedź nie korespondowała z dotychczasowym stanowiskiem Tchórzewskiego, który dawał opinii publicznej jasno do zrozumienia, że przegłosowanej pod koniec grudnia ustawy nie zamierza zmieniać.

Efektem spotkania ministra energii oraz komisarza ds. energii i klimatu jest jeszcze większy chaos aniżeli w przypadku prac nad rozwiązaniami legislacyjnymi zmierzającymi do zrekompensowania rosnących cen prądu pod koniec 2018 r. Resort Tchórzewskiego do dzisiaj nie wydał rozporządzenia do ustawy prądowej co pokazuje jak daleko będzie musiał ją znowelizować i jak kiepskie przepisy przegłosował w sejmie.

Odbiorcy puki co odczuwają większe ceny energii ponieważ dostawcy mają czas na wdrożenie nowych przepisów i zrekompensowanie podwyżek do końca pierwszego kwartału 2019 r. Jednocześnie spółki energetyczne wstrzymały z powodu niepewności legislacyjnej pozyskiwanie nowych klientów. Sytuacja jest naprawdę kryzysowa.

Według informacji Dziennika Gazety Prawnej „w piątek i środę przedstawiciele rządu mają tłumaczyć się Komisji Europejskiej z ustawy prądowej, która ma zostać znowelizowana w przyszłym tygodniu”. Sprawa nabiera więc tempa, jednak z powodu presji czasowej i rynkowej (sytuacja dostawców energii i jej odbiorców), tak jak w przypadku grudniowych przepisów, również teraz jakość legislacyjna przygotowywanych rozwiązań może pozostawiać wiele do życzenia. Odrębną kwestią jest to jak szybko do znowelizowanej ustawy pojawi się rozporządzenie? Datą graniczną wydaje się koniec marca br.

Z pewnością pewną pociechą dla ministra Krzysztofa Tchórzewskiego jest uspokojenie się sytuacji medialnej związanej z jego działaniami. Temat podwyżek cen prądu zszedł czasowo z czołówek gazet. Równie istotny wydaje się także kontekst polityczny. Partia rządząca znajduje się w defensywie w związku z kolejnymi aferami: zatrzymaniem Bartłomieja M., wynagrodzeniami w NBP i wyciekiem nagrań z Jarosławem Kaczyńskim. Czy w związku z tym minister energii może czuć się pewnie, a losy ustawy prądowej potoczą się zgodnie z jego planami? Nie jest to wcale takie pewne.

Narasta spór Tchórzewskiego z minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigą Emilewicz. Już wcześniej oba resorty toczyły walkę o kwestię norm węgla, smogu, a także podzieliły się kwestią odpowiedzi legislacyjnej na wzrosty cen energii (powstają dwie ustawy – osobna dla przemysłu energochłonnego i odrębna dla „Kowalskich”, mniejszych firm i samorządów).

Dziś wspomniana konfrontacja nabiera nowego wymiaru. W PiS pojawiły się duże obawy co do spoistości Zjednoczonej Prawicy, która będzie kluczowa dla wygrania wyborów parlamentarnych. Z tego powodu formacja Jarosława Gowina, partia Porozumienie, może uzyskać w najbliższym czasie nowe „nadania polityczne”. Czy będzie to Ministerstwo Energii?

To raczej mało prawdopodobne. Tchórzewski był członkiem Porozumienia Centrum – pierwszej formacji Jarosława Kaczyńskiego. Stąd mocna pozycja tego polityka. Niewykluczone jednak, że z pomocą premiera zostaną uszczuplone kompetencje resortu energii, albo wręcz dojdzie do jego rozparcelowania. Wszak Mateusz Morawiecki przejął niedawno od Tchórzewskiego nadzór nad spółkami paliwowymi. Kontynuacja tego procesu bardzo wzmocniłaby go politycznie i pozwoliła scementować sojusz z Jarosławem Gowinem.

Artykuł ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Według litewskiego kontrwywiadu Rosja znalazła sposób na spenetrowanie rynków energetycznych Polski i krajów bałtyckich.

Nowy raport litewskiej kontry

Litewski kontrwywiad VSD (Lietuvos Respublikos Valstybės Saugumo Departamentas) opublikował nowy raport dotyczący zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa w 2019 r. Wśród zagrożeń energetycznych i ekonomicznych służba wymienia budowaną przez rosyjski Rosatom elektrownię atomową w białoruskim Ostrowcu. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Jak podkreśla VSD: siłownia w Ostrowcu powstaje z pogwałceniem wszelkich norm bezpieczeństwa. Budowę wspiera Białoruś i Rosja koncentrując się na kształtowaniu pozytywnego wizerunku inwestycji zagranicą.

Według raportu: nowa elektrownia atomowa wzmocni wpływ Kremla na reżim Aleksandra Łukaszenki. Powiązany z rosyjskimi władzami koncern Rosatom będzie miał wpływ na eksploatację obiektu, dostawy paliwa jądrowego, a w końcu także likwidację siłowni po przekroczeniu przez nią resursu.

Równie istotny jest według VSD aspekt regionalny. Rosja za pomocą Ostrowca chce mocniej zaznaczyć swoją obecność na lokalnych rynkach energetycznych i uzależnić je od siebie. Nieprzypadkowo lokalizacja nowej elektrowni to tereny przygraniczne, a elektrownia ma produkować energię na eksport (jest celowo przewymiarowana). Białorusini chcieliby dostarczać prąd z Ostrowca m.in. do krajów bałtyckich i Polski.

Rosjanie i Białorusini ominą litewską blokadę energetyczną?

Litwa nie przejawia póki co zainteresowania importem energii z Białorusi. Władze w Wilnie aktywnie zwalczają ten pomysł i legislacyjnie zablokowały możliwość kupna energii z nowej elektrowni atomowej budowanej przez Rosatom. Takie samo stanowisko prezentuje Polska. Jednak jak podkreśla VSD: te działania mogą być niewystarczające. Zdaniem służby Białoruś i Rosja będą próbowały ominąć litewskie ustawodawstwo i eksportować energię z Ostrowca na giełdę.

Chodzi o Nord Pool – największą na świecie giełdę energii elektrycznej. Prowadzi ona działalność na rynkach w krajach skandynawskich, bałtyckich, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Rozliczanie energii z elektrowni w Ostrowcu w taki sposób spowodowałoby, że nie miałaby ona konkretnej „etykiety pochodzenia”, mimo że fizycznie pochodziłaby z Białorusi. W efekcie cele Rosatomu zostałyby osiągnięte stopniowo uzależniając od energii z jego nowego projektu kraje bałtyckie i Polskę (jest z nimi połączona mostem energetycznym LitPol Link).

W dłuższej perspektywie mogłoby to osłabić chęć wspomnianych państw do budowy własnych źródeł energii, a także umożliwić polityczne naciski np. poprzez ograniczanie eksportu prądu w kluczowych momentach. Warto w tym kontekście podkreślić, że według polskiego operatora PSE najbliższe lata będą charakteryzować się wyjątkowo kruchą równowagą systemu elektroenergetycznego i rosnącym ryzykiem blackoutu (wielkoobszarowej awarii). Jest to związane z rosnącym zapotrzebowaniem na energię w szczytach letnich, wycofywaniem starych elektrowni węglowych etc.

Z powodu dużego zagrożenia napływem taniego prądu z państw autorytarnych, które wykorzystują politycznie energetykę, Polska od dłuższego czasu w nieoficjalnych rozmowach domagała się od Litwy fizycznej likwidacji połączeń energetycznych z Białorusią. Władze w Wilnie zobowiązały się 10 maja 2017 r. zdemontować linię elektroenergetyczną łączącą Ignalinę i Mińsk (750 kW) do 2020 r. Czy dotrzymają słowa? Po drodze wiele może się jeszcze zmienić na litewskiej scenie politycznej.

Szerzej o sprawie pisałem w swojej książce pt. „Stawka większa niż gaz” wydanej nakładem Arbitrora.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Osluzbach.pl.

Fot. Litgrid

Szczyt bliskowschodni w Warszawie organizowany wspólnie z Amerykanami miał pokazać, że Polska wraca do dyplomatycznej pierwszej ligi. A jaka jest rzeczywistość?

1) „Kraje arabskie zasiadają wspólnie do rozmów z Izraelem, żeby przybliżyć nasz wspólny interes, czyli wojnę z Iranem” – taką wypowiedź premiera Izraela Benjamina Netanjahu zamieszczono na jego oficjalnym koncie na Twitterze. Wpis szybko zniknął, ale pozostawił poważną rysę na polskich deklaracjach, że szczyt w Warszawie ma charakter pokojowy i nie jest wymierzony w Iran.

2) Izraelskie media (Jerusalem Post, Haarec) poinformowały, że premier Izraela Benjamin Netanjahu poinformował podczas szczytu w Warszawie o „polskiej współodpowiedzialności za Holocaust”. Ambasador Izraela w Polsce Anna Azari otrzymała oficjalną notę dyplomatyczną, w której Polska żąda sprostowania tych informacji. Na horyzoncie majaczy kolejny kryzys w relacjach polsko-izraelskich. Czy można było przewidzieć taki obrót spraw? Odpowiem lakonicznie – w Izraelu w najlepsze trwa kampania wyborcza.

3) Szef MSZ Jemenu, państwa które nie utrzymuje stosunków z Izraelem, skarży się że przez „błąd organizatorów” został posadzony podczas szczytu w Warszawie obok premiera Netanjahu. Z kolei amerykańska dyplomacja pokazała w mediach społecznościowych ich zdjęcie obok siebie jako sukces konferencji w Polsce i świadectwo poprawy relacji. Wygląda na to, że naszemu MSZ udało się dołożyć cegiełkę do kolejnego kryzysu międzynarodowego.

4) Sekretarz stanu USA bez pardonu wezwał Polskę podczas szczytu w Warszawie (sic!) do kwestii restytucji mienia ofiar Holocaustu. Mniejsza z tym, że kwestia ta została już uregulowana w ramach porozumień polsko-amerykańskich. Ważniejsze jest to jak obcesowo obszedł się z władzami w Warszawie jej kluczowy sojusznik.

Nie uwzględniłem w powyższym zestawieniu np. niefortunnej wypowiedzi jednej z kluczowych amerykańskich dziennikarek Andrea Mitchell, która stwierdziła, że podczas powstania w getcie Żydzi walczyli przeciw “polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. I bez tego widać, że wizerunkowo konferencja warszawska jest katastrofą.

Fot. Pixabay

W sobotę 02.02 na terenie Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku PR FMD Trójmiasto zorganizowało spotkanie z Piotrem Maciążkiem, autorem książki Stawka większa niż gaz, traktującej o polskiej energetyce.

W czasie spotkania ekspert opowiedział nam co zainspirowało go do napisania książki, przybliżył najciekawsze wątki z publikacji i opowiedział o aktualnych wydarzeniach z branży.

Miniony tydzień obfitował w informacje kluczowe dla całej gospodarki. W czterech newralgicznych obszarach polityka energetyczna prowadzona przez obecny rząd po prostu załamała się.

Polityka energetyczna Polski do kosza

Ministerstwo Energii potwierdziło, że swoje stanowisko stracił Józef Sobolewski. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ jest to główny architekt planu budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Jego dymisja zmniejsza szanse powodzenia tego projektu. Wcześniej i tak nie były one duże ponieważ Sobolewskiemu udało się przekonać do swoich racji ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, ale premier nie dał „zielonego światła” by na poważnie ruszyć z projektem.

Tymczasem energetyka jądrowa stanowi filar ogłoszonego w grudniu ub. r. (sic!) projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Rodzący się w bólach dokument można więc wyrzucić do kosza. Branża energetyczna znów nie wie, w jakim kierunku się rozwijać, a Bruksela w jaki sposób Polska poradzi sobie z rosnącą presją polityki klimatycznej.

Powrót wiatraków – fiasko resortu Tchórzewskiego

Ministerstwo Energii nie potwierdziło dotąd co prawda także zmiany na stanowisku dyrektora Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej w Ministerstwie Energii tj. Andrzeja Kaźmierskiego, ale media spekulują, że do niej doszło. Równolegle w prasie pojawiły się informacje o odblokowaniu niszczonej legislacyjnie od lat energetyki wiatrowej. Kryterium odległościowe, które utrudniało jej rozwój ma zniknąć w nowelizacji ustawy o OZE do końca pierwszego kwartału br.

To porażka dotychczasowej polityki rządu, który doprowadził na skraj bankructwa całą branżę wiatrową przeforsowując przepisy, które uniemożliwiały budowę nowych turbin w bliskiej odległości od zabudowań ludzkich i utrudniały modernizację już istniejących. Doprowadziło to do wyhamowania rozwoju OZE w Polsce i spowodowało, że Polska nie osiągnie unijnego celu w tym zakresie na 2020 r. Będzie to oczywiście skutkować olbrzymimi karami finansowymi.

Koniec sztucznie utrzymywanego monopolu PGNiG?

Kolejna informacja z tego tygodnia, która może wstrząsnąć filarami polityki energetycznej PiS dotyczy sektora gazowego. Rząd wprowadził w ub.r. nowelizację tzw. ustawy o zapasach, która bardzo mocno uderzyła w prywatne firmy gazowe. Nowe przepisy są pełne absurdów i nakładają np. konieczność opłaty za rezerwację przepustowości gazociągów przez „prywaciarzy” na wypadek konfliktu gazowego i konieczności sprowadzenia ich surowca z zagranicznych magazynów do Polski. Tyle tylko, że taki nakaz nie ma sensu ponieważ w przypadku wstrzymania dostaw ze wschodu takie gazociągi będą po prostu puste.

Faktycznym celem nowelizacji ustawy o zapasach nie była jednak troska o bezpieczeństwo Polski, ale sztuczne umocnienie monopolu PGNiG. Doskonale rozumie to Komisja Europejska, która rozważa wniesienie sprawy przeciw Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE za naruszenie przepisów UE dotyczących swobodnego przepływu towarów. Poinformował o tym w tym tygodniu szef działu rynków hurtowych KE Florian Ermacora. Konieczność zmiany ustawy o zapasach będzie oznaczać klęskę rządowej architektury krajowego rynku gazowego i będzie brzemienne w skutkach wzmacniając prywatne podmioty kosztem PGNiG. Na zmianach skorzysta odbiorca ponieważ przywrócona zostanie konkurencja.

Blackout już latem?

Kolejnym elementem zwiastującym załamanie dotychczasowej polityki energetycznej PiS jest rosnące ryzyko blackoutu. Dziennik Gazeta Prawna, powołując się na URE, podkreśla, że rośnie ryzyko głębokiej awarii Krajowego Systemu Energetycznego w nadchodzących latach. Pierwsze poważne problemy mogą mieć miejsce już za kilka miesięcy tj. latem. Widać więc, że zmarnowano ostatnie kilka lat by uporać się z problemem jakim są kolejne rekordy zapotrzebowania na energię i obsługa letnich szczytów. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest obsesyjna wręcz niechęć Ministerstwa Energii do importu prądu.

Nowelizacja „ustawy prądowej”

Minister energii Krzysztof Tchórzewski poinformował również w tym tygodniu o konieczności nowelizacji tzw. ustawy prądowej, która ma zrekompensować odbiorcom drastyczne podwyżki cen energii. Deklaracja padła po spotkaniu z komisarzem ds. działań w dziedzinie klimatu i energii, Miguelem Canete. To kompletna klęska polityki rządu, który napisał nowe przepisy na kolanie. Są one wewnętrznie sprzeczne, nieprecyzyjne i niezgodne z prawem UE ze względu na ograniczanie roli niezależnego regulatora tj. URE.

Dalsza część tekstu na REO.

Tekst ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay

Kwestia nagrania Jarosława Kaczyńskiego, na którym toczy on debaty na temat przyszłości biurowców spółki Srebrna, ma z perspektywy politycznej kilka konsekwencji:

1) Wiemy, że prezes PiS miał w ubiegłym roku duże problemy ze zdrowiem, ale nic nie wskazuje na to, by sprawa była naprawdę poważna jak sugerowały plotki i niektóre media.

2) Kondycja psychiczna Kaczyńskiego jest dobra. Płynnie porusza się w skomplikowanej materii interesów spółki Srebrna, planuje rozmowy polityczne z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, orientuje się w sprawach afery reprywatyzacyjnej i Jana Śpiewaka. Także te kwestie odsuwają na dalszy plan dociekania na temat zaawansowanego wieku polityka, który powoduje, że traci on wpływ na partię.

3) Nagranie burzy mit poczciwego Kaczyńskiego bez konta, który uprawia politykę „nie dla pieniędzy”. Statystyczny Kowalski pierwszy raz będzie mógł na niego spojrzeć inaczej – jako sprawnego nadzorcę miliardowej inwestycji w centrum Warszawy.

4) Mimo, że kwestie spółki Srebrna to dla wielu „odgrzewany kotlet” to jednak po raz pierwszy ten temat może trafić pod strzechy.

5) Nagranie samo w sobie nie jest „game changerem”, ale wraz z innymi aferami (KNF i aniołków Glapińskiego, KGHM i siostrzeńca Lipińskiego, zatrzymania Bartłomieja M. oraz politycznego kontekstu zabójstwa Pawła Adamowicza) może wpłynąć na sondaże w późniejszym okresie dzięki efektowi kumulacji. Elektorat często potrzebuje kilku miesięcy by połączyć fakty. Przy czym kieruje się on przede wszystkim emocjami. Końcówki rządów AWS, SLD czy PO pokazują, że w ostatnich stu dniach przed wyborami może dojść do załamania sondaży.

Źródło wykresu: mBank.

6) Niewykluczone, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. Trudno wyobrazić sobie by ktoś chciał zadzierać z najpotężniejszą osobą w państwie z tylko jednym nagraniem. Przypuszczam, że materiału jest znacznie więcej.

Fot. Wikipedia

Bez wątpienia nagranie, a być może niebawem nagrania, Jarosława Kaczyńskiego staną się cennym materiałem dla obcych służb specjalnych.

Przede wszystkim nowa taśma dostarcza nam informacji z pierwszej ręki na temat stanu zdrowia osoby, która nieformalnie rządzi dziś Polską. „Jestem w złej formie, trzeci miesiąc, już dwa i pół miesiąca (…) byłem, taki wiesz, trochę się jąkałem” – twierdzi Kaczyński komentując swoje wystąpienie publiczne. Takim sformułowaniom daleko jednak do pojawiających się plotek o leczeniu onkologicznym prezesa PiS. To cenna informacja w kontekście planowania dynamiki politycznej w Polsce w 2019 r. i później.

Z rozmowy wynika również, że Kaczyński jest bardzo dobrze zorientowany w większości spraw politycznych, ale także biznesowych i prawnych. Dyskusja dotyczy przecież skomplikowanej gry wokół spółki Srebrna, kwestii roszczeń finansowych austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który został dopuszczony do najbliższego kręgu prezesa PiS dzięki małżeństwu z córką jego kuzyna, a także działań Jana Śpiewaka czy biznesów ojca Tadeusza Rydzyka. I znów – nagranie weryfikuje doniesienia medialne i plotkarskie jakoby Kaczyński powoli tracił kontrolę nad partią w związku z coraz słabszymi możliwościami intelektualnymi związanymi z jego wiekiem.

Cenne wydaje się także stwierdzenie prezesa PiS o tym, że „w Warszawie wygrać będzie bardzo trudno. W Polsce łatwiej, ale też niełatwo”. To prywatna opinia głównego stratega partii rządzącej, którą można uwzględnić w prognozach politycznych jakie przygotowuje większość służb. Wynik wyborczy ma jak wiadomo wpływ nie tylko na ogólny kurs państwa, ale także poszczególne plany biznesowe dużych korporacji.

No i wreszcie rzecz najważniejsza – nie ma już w Polsce osób, których nie można by nagrać. Nie wiemy czy nie zarejestrowano więcej rozmów i co w nich było?

Warto również zwrócić uwagę, że Kaczyński z perspektywy prawa jest zwykłym posłem, a nie najważniejszą osobą w państwie (choć stan faktyczny jest inny) więc polskie służby nie mają obowiązku prześwietlać jego zagranicznych rozmówców. Dlatego z całą pewnością można stwierdzić, że Austriak Gerald Birgfellner nie został sprawdzony przez nasz kontrwywiad (chyba, że złamano prawo).

Fot. Pixabay

Artykuł pierwotnie ukazał się na Osluzbach.pl

Rosyjska ropa Urals jest obecnie droższa od ropy Brent z Morza Północnego, która stanowi punkt odniesienia dla światowych rynków naftowych. 24 stycznia pierwsza z wymienionych kosztowała 61,63 $, a druga – 61,09 $.

Zwykle to surowiec z Rosji jest tańszy od brytyjskiego. Ta różnica cenowa jest zwana dyferencjałem i stanowi swoistą premię dla polskich rafinerii przystosowanych technologicznie do efektywnego przerobu Urals.

Obecna sytuacja powoduje, że tej premii po prostu nie ma, w związku z tym należy spodziewać się dużych dostaw spot (w ramach kontraktów krótkoterminowych) z kierunków nierosyjskich do Rafinerii Gdańskiej.

Zakład Lotosu leży nad morzem co zmniejsza koszty logistyczne i pozwala korzystać z okazji na rynkach naftowych w przeciwieństwie do należących do Orlenu instalacji w Płocku, które są zależne od rosyjskiego systemu rurociągowego Przyjaźń.

Niskie ceny ropy utrzymujące się w zasadzie od 2014 r. sprzyjają kupowaniu konkretnych ładunków surowca w dobrej cenie, nawet na dużą skalę, co przekłada się na niwelowanie znaczenie długoterminowych kontraktów. To z tego powodu nowe umowy long-term polskich firm paliwowych posiadają elastyczny zakres dostaw według określonych widełek.

I kwartał 2019 r. powinien zatem wykazać niski udział rosyjskiej ropy w przerobie ropy przez Rafinerię Gdańską. Przy czym istnieje duża szansa, że działania te będą przedstawiane jako kontynuowanie dywersyfikacji dostaw ropy. Tak bywało już w poprzednich okresach gdy Urals był drogi. Tymczasem zjawisko to jest wynikiem sytuacji rynkowej.

W dalszej perspektywie Grupa Lotos będzie zainteresowana dalszym uzyskiwaniem premii finansowej z przerobu rosyjskiego Urals, a jej udział w Rafinerii Gdańskiej znów wzrośnie.

Fot. Pixabay

Artykuł ukazał się pierwotnie na serwisie Osluzbach.pl

Ustawa prądowa może mieć duży problem z notyfikacją w Komisji Europejskiej z powodu ograniczania roli regulatora oraz negatywnego wpływu na konkurencję rynkową. Jednak przetasowania w instytucjach unijnych w 2019 r. mogą sprzyjać rządowi.

21 grudnia, w godzinach popołudniowych Ministerstwo Energii rozpoczęło nowy odcinek epopei związanej z rosnącymi cenami energii. Konferencja odbyła się tuż przed przerwą świąteczną, co mogło sugerować, że resort liczył na brak rozgłosu i dziennikarzy zdających niewygodne pytania.

Wśród zaprezentowanych propozycji, które 28 grudnia trafiły do Sejmu, należy wymienić m.in. obniżkę akcyzy, opłaty przejściowej, ustalanie ceny energii i opłat sieciowych. W przypadku stawek opłat sieciowych na poziomie z 31 grudnia 2018 r., w przypadku taryf i innych umów na sprzedaż i zakup energii – na poziomie z 30 czerwca 2018 r.

Plany resortu energii bardzo szybko spotkały się z krytyką. 2 stycznia URE poinformowało w specjalnym komunikacie, że „(…) regulator z dużym zaniepokojeniem przyjmuje uszczuplenie kompetencji organu regulacyjnego w zakresie ustalania cen i stawek opłat dla odbiorców w gospodarstwach domowych, co pozwalało równoważyć interesy odbiorców i przedsiębiorstw energetycznych (…) Szczególny niepokój budzi „zamrożenie” opłat dystrybucyjnych w kontekście konieczności realizacji szeregu prowadzonych przez przedsiębiorstwa sieciowe inwestycji mających na celu w szczególności zapewnienie ciągłości dostaw energii elektrycznej odbiorcom (…) Po wejściu w życie zapisów ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, ustawowe uprawnienia regulatora wynikające z Prawa energetycznego polegające na ustalaniu taryf dla energii elektrycznej, w 2019 r. zostały w praktyce znacznie ograniczone”.

Kwestia uszczuplenia kompetencji regulatora może w mojej ocenie stanowić duży problem dla Komisji Europejskiej, która zajmie się notyfikowaniem ustawy. Równie istotne wydają się zastrzeżenia dotyczące negatywnego wpływu nowych przepisów na konkurencyjność rynku. Kwestia niedozwolonej pomocy publicznej jest mniej istotna, co zresztą zostało uwzględnione w bieżącej komunikacji Ministerstwa Energii.

Widać wyraźnie, że kwestia notyfikacji w Brukseli ustawy prądowej może być problematyczna. Przyznał to zresztą sam premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z dziennikarzami podczas organizowanego w KPRM „Tweetupu”.

Resort energii liczy w tej chwili na to, że kupi sobie niezbędny czas. Ustawa prądowa została wprowadzona z powodu nadchodzących wyborów parlamentarnych i ma obowiązywać rok (przynajmniej w obecnej formie). Tymczasem kończy się kadencja Komisji Europejskiej i aż do jesieni stara się ona wygaszać wszelkie sprawy. Istnieje zatem duża szansa na to, że nie zajmie się ona ustawą prądową w ciągu najbliższych miesięcy, chyba, że zostanie do tego zmuszona oficjalną skargą, którejś ze spółek lub URE. W obu przypadkach oznaczałoby to jednak pójście „na zwarcie” z polskim rządem.

Ważny jest również kontekst wyborów europejskich. Komisja Europejska będzie unikać sporów mogących napędzać nastroje eurosceptyczne. Dlatego zapadła decyzja by łagodzić napięcia z Polską i nie generować nowych. Takie działania urzędników brukselskich są spowodowane zmianą układu sił w Europie. Jak zaznaczają analitycy MBanku „jeśli trendy z ostatnich miesięcy będą kontynuowane to zmieni się rządząca w Europarlamencie koalicja na uwzględniającą eurosceptyków. Zwłaszcza, jeśli dojdzie do połączenia eurosceptycznych grup. Dwie z trzech największych partii (włoska Liga i polski PiS) nie będą ani z chadecji, ani z socjaldemokracji”.

Partia Jarosława Kaczyńskiego już za kilka miesięcy może wejść do unijnego mainstreamu i stać się z pariasa skutecznym rozgrywającym. W tym kontekście wizyta w Warszawie Matteo Salviniego, lidera Ligi, jest nieprzypadkowa. O głosy PiS walczyć będą nie tylko eurosceptycy, ale także główne siły polityczne Europy. To tworzy dla partii duże szanse na skuteczne uzyskanie wielu ustępstw. Jednym z nich może być notyfikacja ustawy prądowej.

Dalsza część tekstu na REO.

Artykuł ukazał się pierwotnie na REO.

Fot. Pixabay