Amerykański węgiel nie powinien przesłonić rządowi konieczności dekarbonizacji kraju

Wizyta sekretarza stanu USA, Ricka Perry’ego, w Polsce najprawdopodobniej będzie służyć nie tylko wzmocnieniu eksportu amerykańskiego LNG nad Wisłę, ale również węgla. Kontekst tych działań ma zabarwienie nie tylko ekonomiczne, ale również polityczne – wymierzone w Rosję. Władze w Warszawie nie powinny jednak poprzestać na doraźnym wzmocnieniu bezpieczeństwa energetycznego państwa i muszą pamiętać o konieczności budowy konkurencyjnej gospodarki zgodnej ze światowymi megatrendami. W tym kontekście stopniowa dekarbonizacja wydaje się wymogiem cywilizacyjnym.

W ostatnim czasie sporo mówi się o coraz większej kooperacji polsko-amerykańskiej w zakresie dostaw LNG do terminalu w Świnoujściu. Mają one umożliwić osłabienie roli rosyjskiego koncernu Gazprom w naszym kraju, a szerzej także Europie Środkowej. Nie wspomina się jednak o zupełnie innym aspekcie rewolucji łupkowej, która umożliwiła Amerykanom rozpoczęcie eksportu gazu do krajów takich jak Polska.

Chodzi o rosnącą rolę paliwa gazowego w energetyce Stanów Zjednoczonych, która prowadzi do wyparcia węgla z tamtejszego rynku i konieczności jego sprzedaży za granicą. Jest swoistym paradoksem, że dzięki temu zjawisku władzom w Waszyngtonie udaje się ograniczać emisję gazów cieplarnianych mimo wycofania się z porozumienia klimatycznego w Paryżu.

Zarysowana kilka zdań wcześniej sytuacja będzie bardzo mocno rzutować na Polskę. Struktura wytwarzania energii w naszym kraju jest oparta na dominującej roli węgla i zasadniczo nie ulegnie to zmianie aż do 2050 r. Jednocześnie krajowe górnictwo zmaga się z dużymi problemami takimi jak: rosnąca nierentowność złóż głębinowych (np. wobec rosyjskich kopalń odkrywkowych), złe zarządzanie i rozbudowane przywileje górnicze (słynne czternastki, deputaty etc.). Także polityka zagospodarowania przestrzennego (a właściwie jej brak) pozostawia wiele do życzenia doprowadzając do zabudowy perspektywicznych złóż. W efekcie rośnie import węgla do Polski.

Jak informuje Rzeczpospolita jeśli w tym roku utrzyma się tempo zakupu „czarnego złota” poza granicami naszego kraju to osiągnie on poziom rekordowych 17 mln ton (dla porównania w całym 2017 r. było to 13,4 mln ton). Teoretycznie w odniesieniu do skali krajowego wydobycia to niewiele, jednak w rzeczywistości bez tych wolumenów byłoby niemożliwe zagwarantowanie bezpieczeństwa produkcji odpowiedniej ilości energii i ciepła na terenie Polski. Rodzi to duże niebezpieczeństwo polityczne ponieważ od stycznia do sierpnia br. aż 9 mln ton importowanego węgla pochodziło z Rosji. Tymczasem kraj ten jak wiadomo wielokrotnie używał węglowodorów do nacisków politycznych w regionie Europy Środkowej.

Wydaje się, że władze w Warszawie mimo szerokiego kolportowania nieprawdziwej już tezy o „węglu gwarantującym Polsce bezpieczeństwo energetyczne” zaczynają zdawać sobie sprawę z rosnącego ryzyka dla naszej gospodarki. Zastanawiają się także w jaki sposób je zminimalizować.

Okazuje się, że mogą w tym pomóc nasi sojusznicy – Amerykanie, od których mamy zresztą zamiar sprowadzać coraz więcej gazu ziemnego. Podobnie może być z węglem. W okresie styczeń- sierpień sprowadziliśmy z USA 1 mln ton tego surowca, wobec 0,5 mln w analogicznym okresie ubiegłego roku. Import ze Stanów Zjednoczonych do Polski rośnie i zapewne ten trend bardzo szybko zostanie wydatnie wzmocniony z przyczyn politycznych. Jak informują media: amerykański sekretarz energii, Rick Perry, odwiedzi Warszawę. Tematem rozmów ma być nie tylko gaz, ale również węgiel, a mówiąc bardziej szczegółowo – import tych zasobów do naszego kraju.

Na całą sprawę należy patrzeć z nadzieją, ale w sposób zdroworozsądkowy. Polska pozostając członkiem Unii Europejskiej powinna strategicznie zmniejszać udział węgla w swoim miksie energetycznym. Tymczasem zakup tego surowca od Amerykanów w dużych ilościach może być nie tylko sposobem na doraźne poradzenie sobie z problemem niewystraczającego wydobycia polskiego węgla. Istotny jest tutaj polityczny kontekst całej sytuacji. Obawiam się, że przeważy on w pewnym momencie nad długofalowymi interesami naszego kraju będącego członkiem Unii Europejskiej i utrwali udział węgla w polskim miksie energetycznym.

Dalsza część felietonu na serwisie REO.

Fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *