Francuski neokolonializm na ulicach Paryża

Miniony weekend spędziłem w Paryżu. Hotel, do którego trafiłem znajdował się niedaleko dzielnicy Montmarte. Wydawało mi się, że lokalizacja jest niezła – obok metro, centrum miasta…

Szybko okazało się, że okolica jest zdominowana przez czarnoskórych muzułmanów (sądząc po sklepach i barach, które co do jednego posiadały oznaczenia „hallal”), a ja swoim wyglądem dość mocno się wyróżniam.

Klimat był iście gangsterski. Po drodze do sklepu spożywczego spotkałem przynajmniej cztery prostytutki i handlarza narkotykami. Sporo osób sprzedawało też fistaszki i kukurydze (jak zauważyłem była to często przykrywka dla działalności przestępczej) z prowizorycznych wózków sklepowych, w których zamontowano palniki (zamieszczam zdjęcie). W oczy rzucały się także całe rodziny bezdomnych z dziećmi przykryte kocami. Leżeli oni w różnych częściach ciągów komunikacyjnych – najprawdopodobniej byli to uchodźcy z Bliskiego Wschodu.

Ogólnie sporo biedy, brudu i patologii w przeciwieństwie do „białych dzielnic” Paryża, które zwiedzałem aż do końca mojego francuskiego weekendu.

Teoretycznie obraz ten niczym się nie różnił od tego prezentowanego w polskich mediach. A jednak jedna różnica była zasadnicza.

Muzułmańsko-gangsterskie dzielnice nie rządzą Francją. Wojujący islam i gangsterzy nie narzucili Francuzom swojej woli. Mamy tu raczej do czynienia z „gettyzacją”, powieleniem XIX wiecznego modelu kolonialnego. Tych ludzi zepchnięto na margines, do gorszych dzielnic, do roli taniej siły roboczej i zapewne utrudnia im się awans społeczny. To rodzi nierówności i napięcia. W takich warunkach asymilacja (jeśli w ogóle możliwa) udać się nie może. To właśnie dlatego Francja ma dziś problem z trzecim pokoleniem rodzimych muzułmanów, które się radykalizuje, w przeciwieństwie do swoich rodziców czy dziadków. Opór przed francuskimi realiami narasta u osób o korzeniach pozaeuropejskich.

Na koniec pozostaje dodać, że to tylko moje osobiste odczucia.

 

 

Energetyka24: Gaz za Patrioty? PGNiG z pierwszą umową średnioterminową na amerykańskie LNG

PGNiG poprzez swoje biuro tradingowe w Londynie zawarło z firmą Centrica pierwszą umowę średnioterminową na dostawy LNG z terminalu Sabine Pass do terminalu w Świnoujściu. Umowa wejdzie w życie w 2018 r. W pięcioletnim okresie zostanie zrealizowane 9 ładunków LNG. Czy o nowym kontrakcie można powiedzieć coś więcej aniżeli w oficjalnym komunikacie spółki?” – pytam na łamach Energetyka24.

Sprawa reparacji: Kaczyński nie potrafi w politykę zagraniczną

We wczorajszym wystąpieniu z okazji święta niepodległości Jarosław Kaczyński powiedział:

„Francuzom zapłacono, Żydom zapłacono, wielu innym narodom zapłacono za straty, które ponieśli w II wojnie światowej, Polakom nie i to przyjmowanie tego faktu jako oczywistego to jest element tej mikromanii narodowej, tego kompleksu, który nam wmawiano. Musimy to odrzucić, to jest część także tego samego wielkiego przedsięwzięcia, bo tu chodzi nie tylko o środki materialne, tu chodzi o nasz status, o nasz honor (…) Dlatego mylą się ci, których można znaleźć i w naszych szeregach, którzy mówią niekiedy, nawet w różnego rodzaju dyplomatycznych wypowiedziach, że to jest tylko taki teatr na użytek wewnętrzny. Nie, to nie jest teatr, to jest nasze żądanie, żądanie całkowicie poważne.”

Powyższa wypowiedź rodzi we mnie klilka refleksji:

  • Przede wszystkim w sprawie reparacji wojennych od Niemiec chodzi o „nasz status i honor”(sformułowanie to brzmi jakby było żywcem inspirowane Beckiem). Innymi słowy nie jest to jakaś forma gry dyplomatycznej obliczonej na uzyskanie korzyści od Niemiec w innym obszarze (np. energetyce) w zamian za „odpuszczenie” w pewnym momencie roszczeń historycznych, które przecież są nieściągalne. Kaczyński mówi wprost: „to nie jest teatr, to jest nasze żądanie, żądanie całkowicie poważne”. Polityk dodaje: to jest żądanie wbrew temu co twierdzą, niektóre osoby w naszym MSZ (tak rozumiem stwierdzenie o „różnego rodzaju dyplomatycznych wypowiedziach (…) w naszych szeregach”).
  • W związku z powyższym można dojść do przekonania, że Polska nie tylko nie potrafi prowadzić polityki zagranicznej, ale także świadomie zrezygnuje z tej funkcji państwa. Skoro podnoszenie reparacji nie ma charakteru transakcyjnego w momencie gdy na stole znajdują się newralgiczne dla władz w Warszawie kwestie budowy gazociągu Nord Stream 2 czy zaostrzenia polityki klimatycznej to prawdopodobnie w obu kwestiach „wrócimy na tarczy”. Wielka szkoda, bo szczególnie druga z wspomnianych spraw wpłynie bezpośrednio na kondycję całej polskiej gospodarki. W sposób negatywny. Najnowsze doniesienia z Brukseli mówią o tym, że fundusz modernizacyjny dla słabszych gospodarek, który ma im pomóc w dostosowaniu się do norm klimatycznych UE nie obejmie w przypadku Polski inwestycji w węgiel.
  • Łopatologiczne domaganie się rekompensaty za sprawy wojenne (cytując Kaczyńskiego chodzi o nasze „żądania”) bez postawienia sobie pytań: „czy politykę zagraniczną prowadzi się za pomocą gróźb”? (szczególnie gdy wysuwa się je wobec silniejszego partnera); „czy ws. reparacji można realnie coś ugrać, a jeśli tak to czy akurat reparacje?”; „w jakim zakresie i w jakich obszarach można coś ugrać podnosząc kwestie reparacji”; źle wróży całemu przedsięwzięciu. W dyplomacji bardzo rzadko osiąga się maksimum swoich celów, szczególnie gdy akcentuje się je wprost i bezalternatywnie.
  • Na koniec pozostaje mi wyrazić zdumienie, że podobnych roszczeń nie podnosimy w stosunku do Rosji 😉

Fot. pis.org.pl

Dla IAR o dostawie amerykańskiej ropy dla Grupy Lotos

Komentarz dla IAR:

„Piotr Maciążek z portalu energetyka24.com powiedział, że rdzeniem kontraktów gdańskiej spółki są umowy długoterminowe z Rosjanami, ale jest też pula umów krótkoterminowych – jedną z nich jest umowa z Amerykanami. Dodał, że produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych zwiększa się – chodzi głównie o ropę z łupków. – To jest tani surowiec, który jest wysyłany w coraz odleglejsze zakątki świata, a Polska jest atrakcyjnym rynkiem. Spodziewam się, że tego typu dostaw do nas będzie coraz więcej – dodał.”